ROZDZIAŁ 11/PROPOZYCJA CZY ROZKAZ
Nimfadora z samego rana zerwała się z łóżka.
Myślała po co Albus Dumbledore,słynny dyrektor Hogwartu chcę spotkać się właśnie z nią.
Nie mogła tak siedzieć bezczynnie,więc na palcach poszła do kuchni.
Postanowiła zrobić naleśniki z nutellą. Na stole postawiła mąkę, mleko, jajka itd.
Wymieszała składniki i łyżkę masy wlała na patelnie.Gdy usmażyła już naleśniki z całej masy,położyła na stole wielki stos naleśników,a obok słoik nutellii.
Do tego zrobiła cztery gorące kawy i pobiegła zbudzić domowników.
Syriusz nie kwapił się by wstać, ale zagroziła że obudzi jego matkę. Słysząc to szybko zbiegł na śniadanie.
O 7.30 wszyscy siedzieli przy kuchennym stole.
Nikt nie szczędził komplementów dla Tonks.
-Nimfadora, o której masz być u dyrektora?-spytała Lena
-O trzynastej-odpowiedziała trochę zmartwiona.
-Dlaczego jak ona-Syriusz wskazał na Lenę-mówi do ciebie Nim...
-Nie mów tak do mnie!-przerwała
-No właśnie o tym mówię!
Wszyscy zaśmiali się.
-Ponieważ, im częściej ją upominam, tym częściej wypowiada to imię.-starała się wypowiedzieć to poważnym tonem.
-Ale zdajesz sobie sprawę, że kiedyś nie będziesz już Tonks, prawda?-spytał
-Nie zamierzam. Są na to wątpliwe szanse-powiedziała upijając łyk kawy.
Black patrzył na nią ze zdziwieniem.
-Nie jestem tego do końca pewien-powiedział cichym głosem, a milczący dotąd Remus patrzył na niego jak na robala.
Nie widząc sensu dłuższej rozmowy, udała się do swojej sypialni.
Ubrała fioletowe rurki i szaro-różową bluzę. Stanęła przed lustrem. Ostatecznie zostawiła turkusowe włosy spięte w luźny kok.
Gdy tylko wyszła z ciepłego domu, zaczął padać śnieg i powiał mroźny wiatr.Nie miała ochoty na spacer w tak beznadziejną pogodę, więc teleportowała się przed czarną bramę Hogwartu.
Zauważyła chodzącą po błoniach nauczycielkę.
-O! Panna Nimfadora. Miło cię znów widzieć słonko-była to Pomona Sprout.
-Dzień Dobry pani profesor.-powiedziała wesoło.
Pomona znała Dorę od czasów Hogwartu. Była opiekunem Hufflepuffu i zarazem nauczycielką zielarstwa.
-Do dyrektora?-zapytała Sprout
-Tak. Mogę wejść?-powiedziała po krótkim namyśle.
-Ależ oczywiście-otworzyła bramę.
Gdy szła przez okryte białym puchem błonia powróciły wspomnienia.
Kiedyś pocałowała się tu z Alexem. Tydzień później zdradził ją i zaczął rozpowiadać plotki na jej temat. Utrzymywała z nim kontakt ze względu na Lenę. Panna Redford chodziła z jego bratem. W sumie także zdradził ją z Mariką Michelle. Marika od pewnego czasu przyłączyła się do śmierciożerców, bracia natomiast zginęli z ręki Lucjusza Malfoy'a.
Nie były to najmilsze wspomnienia,więc Tonks przestała o tym myśleć i pobiegła do środka.
Wnętrze zamku było co najmniej piękne.Długi korytarz rozciągał się ku Wielkiej Sali.
Po obu stronach były schody na górne piętra.
Tonks wbiegła na schody prowadzące do gabinetu dyrektora.
Wejścia strzegł gargulec.
-Miętowe ropuchy-powiedziała, a posąg odskoczył w bok ukazując spiralne schody.
Stanęła na pierwszym stopniu a schody automatycznie podjechały w górę.
Przekręciła klamkę i uchyliła drzwi.
Jej oczom ukazało się piękne, koliste pomieszczenie.
Ściany były czerwone. Obok drzwi stała klatka z feniksem Fawkesem.*
Portrety ze ścian prawiły jej komplementy.
-A więc jesteś już? W prawdzie myślałem, że się spóźnisz. No ale usiądź.-wskazał na fotel.
-O co chodzi dyrektorze?
-Wiem, że będzie to dla ciebie wielkie wyzwanie, zwłaszcza po tej tragedii z przed paru lat**. Ale muszę cię prosić o...
-O patrolowanie Hogwartu-dokończyła szeptem zmartwiona Nimfadora.
-Przykro mi, ale myślę że dasz sobie radę.Zaczniesz może od.... hm...po świętach.
-Tak jasne, dam radę.Czy to już wszystko?
-Tak. To do zobaczenia.-powiedział a ona wyszła.
Portrety natychmiast zaczęły kłótnie. Głównym tematem była decyzja Dumbledora.
Obwiniały go o tą prośbę.
Tonks szła przez ośnieżone Hogsmede ze łzami w oczach.Nie mogła wrócić w takim stanie do kwatery, ponieważ od razu zaczęłyby się pytania. Ona nie chciała opowiadać nikomu o tej sprawie.
Nawet Lena nie miała pojęcia o tej tragedii. Nie była gotowa opowiadać o tym. Mimo upływu pięciu lat, nie pogodziła się z tym.
Ostatecznie postanowiła iść do gospody ,, Pod Świńskim Łbem''.Prowadzona ona była przez Aberforth'a Dumbledore'a. Był on bratem Albusa. On wiedział o tym co się stało.
-Nimfadoro, co cię tu sprowadza? I czemu płaczesz?-spytał z troską.
Opowiedziała mu o misji, którą zlecił jej Albus.
-Na Merlina, po takiej tragedii! Jak on może!-nie krył zdenerwowania.
-Czy... czy mogłabym wynająć na dziś pokój?-spytała
-Wynająć?! Absolutnie! Ty możesz tu spać kiedy tylko chcesz-powiedział
-Dziękuje panu.-powiedziała ocierając łzę.
-Nimfadoro, prosiłem kiedyś, żebyś mówiła mi po imieniu.
-Dobrze-próbowała uśmiechnąć się, niestety bez skutecznie.
-Idź to klucz do pokoju 13-wręczył jej mały, srebrny klucz.
-Dziękuje jeszcze raz.-powiedziała i ruszyła w poszukiwanie właściwego numeru.
Sypialnie nie były ponumerowane po kolei. Koło numeru 12 był 27. Szukała dłuższą chwile. Wreszcie gdy znalazła, otworzyła drzwi.
Był to ten sam pokój, jak ten w którym kiedyś musiała zamieszkać. Nigdy nie zapomniała jak spóźniła się na pociąg do domu na święta. Spędziła wigilię z Dumbledore'ami. Aberforth zajął się nią jak młodszą siostrą.
Ściany były w jej ulubionym fioletowym kolorze. Pod oknem stało piękne, duże łoże. Zamknęła drzwi i położyła się. Zażyła eliksir usypiający i zasnęła.
Gdy obudziła się, powitał ją dzień. Czuła się znacznie lepiej. Ubrana zeszła na dół. Oddała mu klucze dziękując.
-Jak coś to wracaj-powiedział
-Dzięki naprawdę. Do zobaczenia-pomachała ręką i znikła za drzwiami.
Na ulicy był ogromny tłok. Nie widząc innego wyjścia, teleportowała się.
Pojawiła się przed domami 11 i 13.
,,
Kwatera Główna zakonu Feniksa znajduje się w Londynie przy Grimmauld Place 12 ''
Przed nią, znikąd pojawił się budynek. Niewiele myśląc weszła do środka. Tym jednak razem nie przewróciła stojaka, budząc zdziwienie Leny.
-Wszystko w porządku?-spytała panna Redford
-Tak.-skłamała-a gdzie Syriusz i Remus?
-Grają w szachy chodź.-pociągła ją za sobą.
W salonie, przy stole dwójka przyjaciół rozgrywała partię szachów czarodziei.
Syriusz był wyraźnie zdenerwowany tą grą. No cóż ... szczerze mówiąc przegrywał.
-Dora! Na miłość Boską gdzieś ty była całą noc i czemu jesteś smutna?. Do Hipogryfa wielkiego!-krzyczał Black
-Spałam w gospodzie u Aberfortha.-odpowiedziała pomijając drugie pytanie.
-A czemu jesteś smutna?-zapytał tym razem Remus.
W tej chwili zjawił się zakon. Poczuła ulgę. Nie musiała się tłumaczyć Remusowi.
Jej szczęście zbyt długo nie trwało, gdyż Kingsley poprosił ją o rozmowę.
-Słyszałem już o misji Albusa. Jeśli będziesz miała dość, albo nie dasz sobie rady to powiedz. Wtedy ja się tym zajmę.
-No dobra. Ale myślę, że czas o tym zapomnieć.-odpowiedziała i poszła na posiedzenie.
Chwilę później przyszedł Shackelbolt.
Żałowała że wróciła na posiedzenie, ponieważ Moody pytał ją :
-W porządku Tonks?-Wszyscy zastanawiali się o co chodzi. Po czym na nowo zaczynał monolog.
Dora nie wytrzymała do końca posiedzenia i poszła do sypialni.Drzwi zamknęła na klucz i zasnęła zupełnie bez eliksiru.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
*-niewiem jaki dokładny był gabinet, więc trochę zmyśliłam
**-rozwiązanie w następnym wpisie.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________No cóż... sprawdzian nawet łatwy (jak dla mnie).
Najlepiej pisało się list polecający jakąś ciekawą książkę. Ja oczywiście o Harrym;) A dokładnie Zakonie Feniksa.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba.
A no i oczywiście reklamuje stronę na Facebooku:
http://www.facebook.com/pages/Cruciatus-Z-mi%C5%82%C4%85-ch%C4%99ci%C4%85/457265611001668
To na tyle. Miłego czytania;)