9.09.2013

Informacja- styczeń 2020r.


Witam!

Blog jest w trakcie naprawy, poprawy, korekty, zmiany. Dzieją się tu rzeczy niestworzone. Początkowe rozdziały są już po naprawie, niektóre elementy są dodane, niektóre usunięte, dlatego rozdziały mogą być niespójne. 
Notatki poprawione są oznaczone na samym dole i z tymi zachęcam się zapoznać. Inne na razie sobie odpuście, gdyż są z okresu gdy miałam 13 lat :)
Pozdrawiam,
Maga

10.08.2013

Rozdział 15

ROZDZIAŁ 15/Nowy pokój i wiele problemów


Lekki wiatr poruszał bezlistnymi gałązkami. Mimo zimy była piękna pogoda. Piękna dla tego, kogo pamięć jest w świetnym stanie. A do tej grupy z pewnością nie można przypisać Nimfadory. Owszem, czuła się nie najgorzej, ale nie można powiedzieć że świetnie. Było jej głupio, gdy po raz kolejny musiała zgadywać z kim rozmawia. Widziała smutne spojrzenia bliskich.Kilka dni temu, była (jak mówili znajomi) najlepszą czarownicą, która zna wszystkie uroki i zaklęcia, a dziś nie umiała rzucić zaklęcia Wingardium Leviosa.
-To bez sensu!-powiedziała cicho, gdy Syriusz próbował przypomnieć jej choć parę chwil-jestem beznadziejna.
     ***
Dziś miało odbyć się kolejne zebranie bez panny Tonks.
-Ona nic nie pamięta. Nawet wczorajszego dnia!-wtrącił do rozmowy wściekły Black.
-Daj jej trochę czasu-poprosiła Lena.-Musi dojść do siebie.
Ta rozmowa pewnie nie miała by końca, ale pojawił się Alastor.
-Mam świetne wieści. Dostałem to w Św. Mungu-wyciągnął fiolkę.
-Co to niby jest Szalonooki?-zapytał Syri.
-Coś dzięki czemu, twoja kuzynka odzyska pamięć-uśmiechnął się chytrze-Memoriam Memini.
-Gdzie haczyk?-spytała Isabelle, która poznała uśmiech Moody'ego.
-Może mieć niekoniecznie tylko swoje wspomnienia. To kto jej to da?
Po chwili jako jedyny zgłosił się Syriusz. Zabrał fiolkę i zaczął wspinać się po schodach.
Już miał otwierać drzwi gdy...
-A dokąd to się jaśnie pan wybiera?-spytał stary skrzat.
- Nie sądzę aby cię to interesowało, ale dobrze powiem. Do Dory.
-A co się jej stało?-zapytał z udawaną troską.
Syriusz nie zwrócił uwagi na ten jakże dziwny ton.
-Zachorowała.
Zręcznie wyminął skrzata i za machnięciem różdżki otworzył pokój.
  W sypialni panował nieziemski bałagan. Książki niedbale ułożone przy łóżku, ubrania porozrzucane wszędzie.
  Podszedł ostrożnie do łóżka i obudził Tonks.
-Doruś... wypij to.
Nie pewnie wypiła zawartość butelki. Położyła się z powrotem i zasnęła.
Wycofał się pośpiesznie i wrócił do salonu.
-A gdzie wszyscy?
-Lena wróciła do siebie.-zaśmiał się Remus widząc jego minę.
Black zmieszał się.
Skąd Lunio wziął pomysł że pyta o Lenę. No była to poniekąd prawda. Ale żeby aż tak to było widać? -Zastanawiał się.
-Łapa co ty kombinujesz?-nie dane było mu słyszeć odpowiedź, ponieważ Black właśnie zatrzasnął drzwi budząc przy tym swoją kochaną mamusię.

Syriusz chwilę później znalazł się na pięknej ulicy Garden Road 7. Mieszkanie panny Redford wyróżniało się idealnie zaplanowanym ogrodem. Otworzył bramkę i jak na gentelmena przystało zadzwonił do drzwi.
Odpowiedział mu płacz.
-Lena, wpuść mnie!-widząc że nie ma wyjścia uniósł różdżkę-Nie to nie. Alohomora.
Wbiegł do środka. Siedziała oparta o ścianę, rękami obejmowała kolana. Płakała.
Bez wahania podszedł i przytulił ją bez słowa.
-Zostaw mnie!-nakazała ale nie słuchał jej.
    Zależało mu na niej. Mało kto zawrócił mu w głowie jak ona. Przypominała mu Jenn. Jego ukochaną z Hogwartu. Jenny została porwana przez Voldemorta, aż w końcu zabił ją łaskawie.
Lena była tak samo piękna. Miała te same oczy i włosy.
-Nie ma mowy.-odpowiedział tuląc ją jeszcze bardziej.
Przy łóżku leżał list i walizka.
-Co się dzieje?-spytał.
-Chodzi o to że mój... mój tata... on... zmarł, a ma...mama dołączyła do Vol...Voldemorta.
-Nie martw się. Twój tata nie chciał by żebyś płakała... nie przywrócisz mu tym życia...
-A w dodatku mam się stąd wyprowadzić... Tonks straciła pamięć...a jeśli do jutra nie oddam trzech projektów wyrzucą mnie z pracy.
-Posłuchaj.-uniósł jej głowę-zamieszkasz w kwaterze. Dora odzyska pamięć, a z projektami ci pomożemy. Ja i Remus.
-Dziękuje.-przytuliła go.
A po chwili stało się coś czego on się nie spodziewał. Pocałowała go. Poczuł to co czuł do Jenn. Z chęcią oddał pocałunek, ale ona nagle odepchnęła go.
-Ja... przepraszam nie mogę.-po jej policzku spłynęła pojedyncza łza-Pakuj.
Machnęła magicznym patykiem, a walizka sama się zapakowała.
-Nie ma sprawy chodź.-podał jej rękę i wziął walizkę.
Lena pożegnała się z mieszkaniem i ruszyła za Syriuszem. Obwiniała się o ten pocałunek ale jednocześnie chciała by dalej trwał.
Muszę się powstrzymać. Nie mogę go pokochać.-z tą myślą wyszła ze wspaniałego ogrodu.
-Wracamy czy wolisz jeszcze spacer-wyrwał ją z zamyśleń.
Chciała odpowiedzieć nie, bo nie chciała kusić losu.
-Tak. Chętnie.-sama zdziwiła się swoją odpowiedzią.
Szli przed siebie w ciszy. Syriusz nie chciał nic mówić, bo wiedział, że jak zwykle wszystko popsuje, a Lena chciała coś powiedzieć, ale co chwila z tego rezygnowała.
-Słuchaj, wracajmy już. Robi się późno.-ciszę przerwał Syriusz.
-Masz racje.
Deportowali się.
W kuchni na Grimmauld Place 12 było sporo osób czekających na poprawy u Tonks.
Moody, Kingsley i nieznany Lenie chłopak zawzięcie o czymś dyskutowali. Podeszła do nich.
-Co z Dorą?
-No wiesz... ma takie no inne wspomnienia.-odpowiedział nieznajomy.
Lena biegiem ruszyła do pokoju Nimfadory. Siedziała przy biurku i zawzięcie coś kreśliła.
-Doruś... poznajesz mnie?-spytała czując niepokój.
-Lena bez wygłupów.Pewnie że cię poznaje!-zaśmiała się perliście.
Różowowłosa chciała o coś zapytać, ale właśnie do pokoju wpadł Black.
-Jak się ma moja ukochana kuzyneczka i jakże piękna uko...koleżanka Lena?
-Świetnie-odpowiedziały jednocześnie.
-Jutro zebranie będziesz?-zadała pytanie Redford.
-Tak... raczej tak. Jak mi pozwolą.
-Muszę iść-Black razem z przyjaciółką powiedzieli razem.
-Dziwni jesteście. Pa.
Black posłał jej spojrzenie typu no-co-ty-nie-powiesz-serio.
 
To co się działo w głowie Tonks, było co najmniej nie normalne.
Wydawało jej się, że hodowała smoka, a Dumbledore nie pozwala wychodzić jej z domu.
Chciała wstać, ale zakręciło jej się w głowie. Jednak ona nie poddawała się tak łatwo. Po kilku próbach udało się jej stanąć na nogach. Ostrożnie zeszła do kuchni. Niechcący podsłuchała rozmowę.
-Mówię ci to jak przyjaciel. Ona nie jest głupia, jeśli zapomniała to sobie przypomni. Będzie obrażona, że jej nie zaufałeś!-szeptał Black.-Co ci szkodzi pogadanka z Nimfadorą?
-Black ośle! Nie mów do mnie NIMFADORA!
-O kuzyneczko! Miło cię widzieć.
-Nie zgrywaj się.-mruknął Remus-Co ty tu robisz?
-Po prostu się nudziłam.
Nagle zakręciło jej się w głowie.
-W porządku?-zapytała Izzy.
-Tak w najlepszym.
-Louis zaprowadź ją do sypialni.
Louis był wysokim brunetem, któremu grzywka nonszalancko opadała na czoło.
-My ją odprowadzimy. Chodź Remus-powiedzieli znów jednocześnie Black i Redford.
  Szli po schodach. Przeszli obok sypialni Andromedy w której mieszkała Dora. Doszli do dębowych drzwi.
Złoty napis głosił:

Z kieszeni wyjął kryształ a drzwi uchyliły się. Pokój był piękny. Dominował tu pomarańcz i czerń.
Przy ścianie stało piękne rzeźbione łoże. Obok była bukowa szafka a na niej złota lampka.
-To jest przepięknie!-zawołała Tonks.
Jedna z półek była świetna dla fana Quiddich'a. W małej srebrnej klatce latał Złoty Znicz.W samym rogu ujrzała album.
-O potężny Merlinie... Tu są autografy prawie wszystkich graczy Quiddich'a...!
-Najlepsze jest na samym końcu.-zdradził Lupin.
-Aaa! To cztery bilety na mistrzostwa w Wenecji! Kocham was!-przytuliła trójkę przyjaciół- ale jak wy? bilety były przecież wyprzedane!
-Tajemnica Huncwotów.
Resztę wieczoru spędzili w magicznym pokoju, wspominając szkolne czasy.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Ok. Jest nowa notka.A teraz pozwólcie, że się wytłumaczę.
Miałam teraz problemy z komputerem... A po za tym byłam na wakacjach i brak internetu.
Następnym razem po prostu nie wiem co zrobię:) Pośpieszajcie mnie dalej bo właściwie to pomaga mi pisać;)


5.06.2013

Rozdział 14

             ROZDZIAŁ 14/OWL VALLEY





-Obudź się kretynko!-ryknął wysoki mężczyzna.Tonks powoli otworzyła oczy. Wszędzie było brudno. W rogu było malutkie okno, jedyne w tym pomieszczeniu.Tu i ówdzie stały regały. Nie były zbyt wysokie.Na każdej półce stały słoiki z dziwnymi zawartościami.  Dora dopiero teraz zorientowała się że nie jest tu sama. Nad nią stał facet ogromnych rozmiarów.
W ręce trzymał różdżkę, wycelowaną w Tonks.
-Gadaj mała, co wiesz o jakimś Zakonie Popiołu.
-O czym?-zapytała zaskoczona i nieco rozbawiona.
-Nie zgrywaj się!-wykrzyknął.
-Nic ci nie powiem.A po za tym nie wiem co to za Zakon Popiołu.-powiedziała spokojnie próbując się nie zaśmiać.
-Taka mądra jesteś, tak? No zobaczmy... Crucio.-zaśmiał się.
Okropny ból przeszył jej ciało. Wiła się z bólu.
-Zostaw mnie-zdążyła powiedzieć zanim zaklęcie znów ją uderzyło.
Po kilku minutach wyszedł. Tonks była strasznie zmęczona. Zasnęła na starej sofie.
***********************DWA DNI PÓŹNIEJ NA GRIMMAULD PLACE*******************
-Aurorzy zabrali tą całą Rosie, a Tonks została by się rozejrzeć. Od tej pory jej nie widziałem.-opowiadał Jack.
-Mówię wam, jej się coś stało. Oba przekaźniki nie łączą!-martwiła się Lena.
-No zróbcie coś!-krzyknął Syriusz.
-Ale co!? Trzeba mieć sensowny plan.-pomyślał na głos Moody.
Wszystkim puszczały nerwy. Sam Albus miał dość tej niewiedzy.
W końcu ustalili plan, który nie do końca mógł się udać.A na pewno nie podobał się Molly.
-Świetnie... ona może zginąć! Jeśli coś się nie powiedzie też zginie tak? Wy dajecie jej wybór gorzej czy źle?-trzeba przyznać, że Pani Weasley bardzo martwiła się o Dorę. Znała ją jeszcze jak Tonks była małą dziewczynką, robiącą rodzicom na złość.
************************************ ZNÓW U DORY*******************************
Leżała na sofie. Było jej zimno. Po zaklęciu nie mogła się ruszyć. Wszystko ją bolało.
  Nagle usłyszała dźwięki teleportacji.
Pewnie to znów ten facet. Nie warto się przejmować.-pomyślała
Myliła się. I to bardzo. Usłyszała głosy dwóch kobiet. Jeden na pewno był jej znany.
Dumnie otworzyły drzwi.
To była Bellatrix. Koło niej stała roześmiana, czarnowłosa,wychudzona piękność.
Na oko nie była starsza od Nimfadory. Jej włosy błyszczały w pełnym słońcu.
Była podobna do pani Lestrange.  Tonks znów usłyszała krzyki. Ta właśnie ładna dziewczyna krzyczała na faceta, który więził ją przez długi czas.
I w tej chwili coś sobie uświadomiła.
Te niebieskie oczy... mogłaby poznać je wszędzie... ten głos... jak za dawnych lat... dziecinny.
-Nicole?-spytała niepewnie Dora.
-Jakim cudem ty się w ogóle do Hogwartu dostałaś?!-zadrwiła Bella- w każdym razie dziwi mnie jedno-zaczęła, rzucając zaklęcia ochronne.
-To, że użyłaś na nią Avadę, a ona żyje?-zaśmiał się towarzysz kobiet.
-Zamknij się Ethan!-Bella wyglądała jakby co najmniej Voldemort poniósł klęskę.
-Nimfadoro... znów się spotykamy... bardzo mi... NIE miło.-zaśmiała się, milcząca do tej pory Nicole-no to tak na przywitanie CRU...
Drzwi otworzyły się z wielkim hukiem.
Przybył prawie cały zakon. Chłopak, którego Dora znała tylko z widzenia chciał przekroczyć próg, a zaklęcie obronne odrzuciło go daleko w tył.
-Nie wystarczy ci że  jedną osobę już zabiłaś?-spytała Nicole-widzę że z twojej winy musi zginąć przynajmniej pół świata. No więc zabawmy się w taką grę.Jedno woje sprzeciwienie to stracone życie 3 osób tu zgromadzonych-zaśmiała się-to może ty,tamten i ta.
Na nie szczęście Dory byli to Syriusz,Lena i Remus.
-Co się z tobą stało Cole?! Zawsze broniłaś innych, a teraz zabijasz niewinnych ludzi! Jesteś zwykłą śmierciożerczynią! Jedna osoba z nas,jest warta dużo więcej niż wy wszyscy razem wzięci!-Tonks nie wiedziała co robi, ale nie mogła tak bezczynnie stać.
-Gdzie jest wasza siedziba? Odpowiedz, albo ta trójka zginie!-ostrzegła zdenerwowana Bella.
-Przepraszam was, ale nie mogę pozwolić żebyście zginęli. Kwatera znajduję się na False Tour 56.
Śmierciożercy uwierzyli w wielkie kłamstwo Dory. Pozostawał jednak problem. Jak ominąć zabezpieczenia.
Mogła je znieść tylko Bella, bądź osoba, która posiada jej rzecz.
-Mam pewien pomysł-powiedział Lunatyk, gdy Nicole i reszta deportowali się-przecież na Grimmauld Place jest mnóstwo jej rzeczy.
-Pięknie Lunio, więc masz do niego klucze, jakże się cieszę-zadrwił Syriusz.
-Są u Kłębolta-wtrąciła Dora-Pośpieszcie się!
Gdy znikli,powróciła Bella.
-Wiesz, nie wypada tak się rozstawać... może ostatnie zaklęcie? No tak... niech będzie Oblivate.-i już jej nie było.
Tonks osunęła się na ziemie. O niczym nie miała pojęcia. Minął dość długi czas, gdy w końcu powrócili Huncwoci.
Razem z Kingsley'em i Moody'm pokonali granicę.
Znikąd pojawiła się mroczna, mglista postać.To nie była zwykła zjawa.To była Alexis True.
Dama, która zawsze pozwalała odkrywać skryte pragnienia, które można spełnić od tak.
Gdy udzielała rad, lub głosiła przyszłość, każdy słyszał je inaczej.
-Dostaniesz cudowny dar.Często zabawny, często przygnębiony, ale zawsze piękny.-usłyszał Remus-Nie zmarnuj go.
Gdy znikła, Syriusz wziął na ręce kuzynkę i zabrał ją do domu.
Po pojawieniu się w kuchni na Grimmauld Place 12, Wszyscy podbiegli do niego.
Pani Weasley uroniła parę łez, i nakrzyczała na Moody'iego.
Łapa wymknął się i zaniósł Dorę do sypialni.
Właśnie ją przykrywał, gdy ocknęła się.
-Kim ty jesteś?-spytała z zaciekawieniem.
-Syriusz Black. Twój kuzyn-westchnął.
-Przepraszam nic nie pamiętam.
-Nic nie szkodzi.Śpij.-powiedział i wyszedł.
Zszedł do kuchni, gdzie rozmowy już ucichły.
-Co z nią?-zapytał Szalonooki.
-Od razu zasnęła, ale nic nie pamięta-odpowiedział zmartwiony Syriusz.
Alastor bardzo martwił się o Nimfadorę. Zawsze była taka radosna. Pomógł jej zostać aurorem, dzięki niemu jest w zakonie. Była dla niego jak córka.
Molly i Lena chodziły w kółko.Denerwowały się.
-Nie wytrzymam. Idę do niej!-powiedziała pani Weasley po pewnym czasie.
-Ona nas kiedyś wykończy-oświadczył Moody, gdy Molly wyszła z kuchni.
Weszła do pięknego pokoju, niegdyś należącego do Andromedy.
Usiadła na krześle tuż przy łóżku Dory. Zauważyła że jest rozpalona. Rzuciła zaklęcie, mające na celu sprawdzenie temperatury.
-Pięknie. 38 stopni.-powiedziała do siebie.
-Dzień Dobry. Kim pani jest?-spytała Tonks przecierając czarne oczy.
-Śpij kochana. Śpij-poprosiła Molly.
Gdy upewniła się że dziewczyna zasnęła, wróciła do kuchni.
To co zobaczyła wytrąciło ją z równowagi.
Syriusz, Remus, Moody i Kingsley razem z bliźniakami popijali Ognistą Whisky.
-Co wy wyprawiacie!-krzyknęła na cały dom-Na Merlina! Zostawić was na chwile to istny sabotaż. Fred, George do łóżka i to już!
-Ale mamo...-zaczął Fred
-Jest dopiero 22.30-dokończył George robiąc maślane oczy.
-NATYCHMIAST!-nakazała-Jak wy możecie?! Ona tam umiera, a wy gracie w najlepsze w durnia. Właściwie sami jesteście durniami-zakończyła niemiłą rozmowę i wyszła z kuchni trzaskając drzwiami.
W salonie nie miała długiej, wymarzonej ciszy na przemyślenia, ponieważ słynna szóstka z kuchni postanowiła ją przeprosić.
-Przepraszamy cię Molly.-powiedział ze wstydem Syriusz
-Tak mamo. Nie powinniśmy.-powiedzieli równocześnie bliźniacy-Co z Dorcią?
-Ma gorączkę i nic nie pamięta.
-Ale-nie dokończył Remus.
-Gdzie moja córka?-spytała zmartwiona Andromeda-Syriusz! Gdzie ona jest.
-W twoim po...pokoju-wyjąkał Black.
Nie zwarzając na nic wbiegła do sypialni.
-Doruniu, córeczko. Jak się czujesz?-spytała mając łzy w oczach.
-yyy... Mamo?-spytała niepewna-nie najgorzej.Ale chce zostać sama.
-Dobrze. Przyjdę jutro-Andy ledwo powstrzymywała łzy.
Wyszła. Na korytarzu wybuchła płaczem.
-Dromeda! Nie płacz. Wszystko będzie dobrze- kobieta nie wierzyła własnym oczom. Mówił to...
-Stworek? Co ty tu robisz?-spytała zdziwiona.
-Pani wybaczy nie uprzejmość, ale mieszkam, służę i pocieszam.-powiedział kłaniając się nisko.-Ułoży się.
-Wierzę ci.-zakończyła rozmowę wychodząc z domu na Grimmauld Place 12.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Po długim milczeniu wróciłamxD
W prawdzie dodać miałam już tydzień temu, albo i więcej, ale net odmawiał posłuszeństwa;)
Ogłoszenia z ostatnich chwil:
- 31 pkt na spr.- drugi, najlepszy wynik w klasie;)
- teraz rozdziały będą w miarę często;)
- z dedykacją dla ludzi, którzy mnie pośpieszalixD




21.04.2013

ROZDZIAŁ 13

Rozdział 13/Śledztwo śmiertelnie niebezpieczneZa oknem pełnia księżyca oświetlała świat.
Na Grimmauld Place 12, w salonie na pierwszym piętrze trwała sylwestrowa zabawa. Lusterko dwukierunkowe zaczęło piszczeć. Tonks niechętnie wzięła je do ręki.
-Tonks, musisz natychmiast przyjść do Ministerstwa!-był to Jack Marshall.
-No ale po co-spytała zaspanym głosem-staaaaało się coś?-ziewnęła
-Porwano małe dziecko! Pośpiesz się!-krzyknął i rozłączył się.
Nie mając innego wyjścia ubrała służbowy stój i deportowała się do ministerstwa.
Windą skierowała się na trzecie piętro. Mieściły się tu m.in.Służby administracyjne Wizengamotu, Urząd niewłaściwego użycia czarów i Kwatera główna aurorów.
Po korytarzu biegali różni aurorzy. 
-Jestem-zawołała widząc Jack'a.
-Dłużej się nie dało?-spytał Jack-idź porozmawiaj z tamtą brunetką.
-No dobra już idę-powiedziała kierując się ku ślicznej dziewczynie.
Teraz dopiero zauważyła, że brunetka nie należy do najmłodszych. Na oko miała 39 lat. Płakała.
-Cześć. Jestem Nimfadora Tonks-podała jej rękę-przyszłam porozmawiać.
-Dzień Dobry-niechętnie uścisnęła dłoń-jestem Taylor Corporse. To... to... mój synek Xavier.Bawił się w swoim pokoju.-tłumaczyła nie przestając płakać-poszłam na chwilę do kuchni. A gdy wróciłam... już go nie było.
-Spokojnie. Znajdziemy Xaviera. -uspokajała ją Nimfadora-może go pani opisać?
-Miał sześć lat, niski chłopczyk. Czarne, kręcone włosy. Mam jego zdjęcie-Taylor wyciągnęła małą karteczkę, na której mały chłopiec machał mamie.
-Podejrzewa pani kogoś?
-No tak parę osób. Moją siostrę Gabrielle i jej męża Jefferey'a.-płakała
-A pani mąż, miał jakiś wrogów?-spytała Nimfadora.
-Miał, to pewne. Był aurorem. Zmarł. Wsadził do Azkabanu wielu ludzi.-opowiadała drżącym głosem.
-Sprawdzimy to. Jak się nazywał?
-David Corporse.-łza spłynęła po policzku Taylor.

-Niech się pani nie martwi.Znajdziemy go. Dobranoc-poszła do boksu Jack'a.
Na ścianach było mnóstwo fotografii śmierciożerców. Na samym środku było zdjęcie Bellatrix.
-Mamy dużo podejrzanych. Jej mąż był aurorem. Sprawdź David'a Corporse'a.
-No nieźle. Ja od trzech godzin próbowałem z niej coś wyciągnąć i nic, a ty pięć minut i wiesz wszystko!-powiedział i wyszedł.
Nimfadora postanowiła sprawdzić Gabrielle i Jefferey'a.
Z tego co wiedziała, mieszkali na Viole Avenue we Francji.

Deportowała się na zabrudzonej i ciemnej ulicy. Po lewej stronie majaczyły się zawalone śmietniki, 

po prawej ciągnęły się niskie budynki z cegieł. Tonks poszukała numery 14. Dom miał na parterze 

wybite dwa okna. Zapukała do drzwi. Po chwili otworzyły się i stanęła w nich chuda kobieta z 

potarganymi włosami.

-Czego tu?-zaskrzeczała

-Dobry wieczór- odpowiedziała Nimfadora, krzywiąc się, bo do jej nosa dotarł zapach źle 

przetrawionej whisky.- Chciałabym porozmawiać o pani siostrze.-O tej perfidnej zdrajczyni!?-krzyczała Gabrielle.

-Przepraszam, ale dlaczego pani ją tak nazywa?-spytała Dora, nie ukrywając złości.
-Przez nią zginął człowiek!-krzyczała na całą ulicę
-jak to? Ale ja tu jestem w sprawie Xaviera-powiedziała pokazując jej zdjęcie.-zaginął.
-Nie to niemożliwe... jak to się stało?!-pytała zdenerwowana Gabrielle.
-Bawił się w pokoju. I nagle zniknął. Nie wie pani kto to mógł być?-spytała, i pożałowała swoich słów.
-Ty wredna PÓŁKRWIACZKO! Podejrzewałaś MNIE?! ODEJDŹ ZDRAJCZYNI-zatrzasnęła drzwi.
Tonks była zszokowana. Niby ta cała Gabrie, tak kochała Xaviera, a pomóż nie chce. Dziwne.
Wyszła na opustoszałą ulicę. Prawie w każdym domu grała głośna muzyka. Nagle jej oczom ukazała się straszna scena.
Starsza pani wyrzuciła z domu na ulicę piękną, zapłakaną, młodą dziewczynę! Na rękach miała małe dziecko.
-Wy dziwaczki! Nie pokazujcie mi się tu więcej!
Dora nie mogła na to patrzeć.Ani chwile się nie wahając wycelowała różdżkę w starszą kobietę.
-Niech jej pani da spokój!-zawołała Tonks.
-O mój wielki Boże! Kolejna dziwaczka. Dajcież mi wszyscy święty spokój!-powiedziała i trzasnęła drzwiami.
Nimfadora podbiegła do kobiety, która uspokajała małą dziewczynkę.
-Nic wam nie jest?-spytała wystraszona Dora
-Tak wszystko w porządku.-odpowiedziała szatynka
-Pójdziesz do mnie. Nie mogę cię tak zostawić.
-Ale ja... ja nie chcę do ministerstwa...-płakała
-Nie pójdziemy tam.-powiedziała obejmując ją ramieniem.-Jak się nazywacie?
-Ja jestem Isabelle Vector. A to-wskazała na niemowlę-Natalie Vector.
-Miło mi. Jestem Nimfadora Tonks, ale mów mi Tonks.
-Masz śliczne imię.Chciałabym mieć takie-skomplementowała Isabelle.
-Uwierz nie chciałabyś.-zaśmiała się Dora.-Chodźmy bo się mała przeziębi.
Deportowały się na Grimmauld Place.
-Hej... a gdzie 12?-spytała, a ku jej zdziwieniu pojawiła się dwunastka.
-Wejdź, tylko błagam cicho.-poprosiła Dora.
Wchodząc Tonks szerokim łukiem minęła stojak.
Zaprowadziła nowo poznane dziewczyny do swojej sypialni.
-Śpijcie dobrze. I nic się nie martw-powiedziała uśmiechając się.
-Dziękuje ci bardzo Nimfadoro, za... za wszystko. Gdyby nie ty, to nie wiem co bym zrobiła-po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Nie ma sprawy. Dobranoc.-wyszła.
Zeszła na dół. Chciała porozmawiać z Syriuszem.
Weszła do salonu, w którym trwało przyjęcie.
-Syriuszu, możemy porozmawiać?-spytała Black'a.
-No jasne-odpowiedział i razem poszli do kuchni-o co chodzi?
-Chodzi o taką dziewczynę-opowiedziała mu wszystko. O całej tej dziwnej sprawie-może tu chwilę pomieszkać?
-Tak, nie ma sprawy.Ale gdzie ty będziesz spać?-zmartwił się.
-Mną się nie przejmuj. Prześpię się na kanapie, na drugim piętrze.-próbowała go uspokoić.
-Nimfadoro Vulpeculo Tonks, czyś ty zwariowała?!Nie wyśpisz się-ostrzegał
-Ni nazywaj mnie tak! Przeżyje parę nocy!A zresztą i tak bym nie spała.
-Oj Dora, Dora. Powiem Andromedzie-szantażował Black.
-Tylko spróbuj-zażartowała-leć bo czekają na ciebie.Dobranoc-przytuliła kuzyna i poszła na drugie piętro.
Tak jak przeczuwała, nie zmrużyła oka.  O piątej rano zeszła do kuchni. Zrobiła sobie mocną kawę.
Nadal myślała nad całą tą sprawą Xavier'a. Miała nadzieje, że Jack się czegoś dowiedział.
Z rozmyślań wyrwał ją zgrzyt zamka.Był to Remus. Zdziwiła się po co mu klucze. Przecież drzwi były zawsze otwarte. Mimo to była szczęśliwa, że wrócił.
-Co tak wcześnie? Zwykle nie było cię przez kilka dni.
-Bo zwykle wyjeżdżałem.A teraz miałem Eliksir tojadowy, więc nie było takiej potrzeby.
-Mimo to fajnie, że jesteś-uśmiechnęła się a po chwilę opowiedziała mu o sylwestrowej nocy.
O bliźniakach, o dziewczynie i o śledztwie.
-Zrobić ci kawy?-spytała Dora-ja wypiję jeszcze jedną.
-No możesz zrobić, jeśli to nie kłopot.Znów nie spałaś całą noc?
-Nie no po prostu nie byłam zmęczona-ziewnęła potężnie-masz coś na ból głowy?
-Mam Eliksir Perłowy, powinien pomóc.-podał jej fiolkę.
-Dzięki. Dobra lecę do pracy. -wzięła małą torebkę i włożyła do niej fiolkę.-Zajmijcie się Isabelle.
-No dobrze, ale nie sądzisz że jest trochę za wcześnie na pracę?
-Remus! Ja muszę znaleźć tego chłopca!
-No to leć.Ale w nocy masz spać-zaśmiał się.

Nimfadora wślizgnęła się do sypialni zabrała swoje rzeczy.Mała Natalie uśmiechała się przez sen.
Była najsłodszym dzieckiem na świecie.Dora przebrała się i pognała do pracy. W całym ministerstwie było tylko parę osób.Na szczęście był Jack.
-Mam niezłe wieści. Podejrzewamy tylko dwie osoby. Austin Morano i Samanta Lynch.Oboje znali tą rodzinę. No to kogo chcesz sprawdzić?-spytał Marshall
-Niech będzie ten Austin.-wzięła papiery i poszła do pana Morano.

Austin był miłym chłopakiem. Miał 25 lat.
-Mogę się rozejrzeć?-spytała Dora
-Tak jasne-odpowiedział przyjaznym tonem-Ale naprawdę. Xavier był cudownym dzieckiem. Nigdy bym mu nic nie zrobił.
Tonks otworzyła starą skrzynie. W środku był koc który coś zakrywał. Podniosła koc, a widok strasznie ją wystraszył. Było to ciało małej dziewczynki. Tonks znała to dziecko. To była Juliet.
Uniosła różdżkę.

-Muflono auroy.-wypowiedziała formułkę
Natychmiast pojawili się aurorzy.
Austin próbował się tłumaczyć, ale nikt go nie słuchał. Tonks chciała jak najszybciej opuścić to miejsce.
Juliet była małą przyjaciółką Dory.Kiedyś mieszkały na tej samej ulicy. 
Gdy odeszła od tego domu, poczuła ulgę. Nie mogła opanować jednak łez.
Smutku przybyło jej także w ministerstwie. W sprawie chłopca nic nowego.
Metamorfomag postanowiła porozmawiać z Taylor.
-Na pewno nic pani nie wie?! Nie ma pani więcej podejrzanych?! A może jakiś przyjaciel?-pytała tracąc nadzieje na odnalezienie.
-Właściwie to miałam kiedyś narzeczonego.Popełnił samobójstwo. Jego siostra bardzo to przeżywała. Wiem, że mówił do niej Rosie. Nie wiem od czego to skrót.Chyba od Rosalie Janet.
-To ja sprawdzę. Dziękuje-ruszyła do ministerstwa. 
Opowiedziała wszystko Jack'owi.
Poszli poszukać jakiś informacji w archiwum.

-O jest. Rosalia Janet. 23 lata mieszka w Budapeszcie.-przeczytał urzędnik.
-Jack sprawdzę to.-zapowiedziała i udała się do Kwatery Głównej.
Mała Natalie bawiła się, a jej mama przygotowywała obiad w kuchni.
Remus, Syriusz i Lena bawili się z Naty.
-Nie znacie przypadkiem Rosie Janet?-spytała bez przekonania.
-Rosie?-odezwała się z kuchni Isabelle-Byłam z nią na koloni. Była sierotą. Nie miała nikogo. Rosalinda nikogo nie miała.
-Rosalinda? a nie Rosialia?-spytała Dora.
-Tak Rosalinda Janet.Wiem że mieszka w Londynie na Owl Valley 31*.
-Dziękuje-zawołała i wybiegła.
Po chwili była już na wskazanej ulicy. Zapukała do drzwi. Otwarło jej małe dziecko, podobne do Xaviera.
-Dzie jeśt moja mamusia-spytał.
-Ty jesteś Xavier?-skinął głową-choć wezmę się do mamy.
-Muflono auroy.-zawiadomiła aurorów.

Przybyli po chwili. Zabrali Rosie, a Xaviera oddali Taylor. Tonks musiała się jeszcze rozejrzeć. Weszła na pierwsze piętro. Nagle coś ją uderzyło w głowę. Wszystko zaczęło się kręcić a ona upadła.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

*-Sowia Dolina

Zdjęcie, z Xavierem.

____________________________________________________________________________________________________________Proszę;) Kolejny rozdział;) Mam nadzieje że się spodoba. Dedykuje go wszystkim czarodziejom;)

14.04.2013

ROZDZIAŁ 12

ROZDZIAŁ 12/NIE OBCHODZONE ŚWIĘTO

Za oknem sypał biały puch. Był niczym biała pierzyna. Ogród wyglądał jak istny pałac Królowej Śniegu.
 Na pierwszym planie ośnieżone drzewa, chylące się ku odśnieżonej dróżce.
Przed innymi domami wesołe dzieci lepiły bałwana. Pewna para ochoczo pchała wózek z dzieckiem owiniętym różowym kocykiem.
              W sypialni na Grimmauld Place 12 spała piękna, różowowłosa dziewczyna z mokrymi od łez policzkami.Z dołu słychać było brzdęk talerzy.
Istota powoli przetarła oczy. Nie wstała, lecz sięgnęła po pamiętnik swojej matki.
               

                    ,, Kto książki złośliwie mi kradnie lub psuje,
                      Niech Voldemort go porwie i srodze katuje
                      Kto książki smaruje lub skazy w nich czyni
                     Ten ryj zamiast gęby niech ma na kształt świni
                     Kto karty zagina czy latem czy wiosną
                     Niech uszy mu długie jak osłu wyrosną
                     Kto książki mi łamię i karty wydziera
                    Ten śmiercią najsroższą niech prędko umiera.

                           To jest moja księga!
                               A kto jej krzywdę uczyni niechaj mu

                                        się stanie jako wyżej powiedziane jest
                                                                                 Andromeda Black''


Tonks wiedząc że matka mogła zaczarować pamiętnik, pośpiesznie odłożyła go na półkę.
-Nie mogę tak leżeć-powiedziała i migiem ubrała czyste rzeczy.
Postanowiła zejść do kuchni i napić się kawy. Była bardzo zmęczona.
Schodząc po schodach potknęła się.
-SZLAMY, WILKOŁAKI, PRZESTĘPCY TO PRZEZ TAKICH GINĄ PORZĄDNI LUDZIE!
Reszty obraz matki Syriusza nie dokończył, ponieważ natychmiast zasłonił fo Remus.
-Cześć.-powiedziała trochę smutnym głosem-a gdzie Syriusz?
-A... Syriusz i Lena  są na zakupach a potem będą u Dumbledore'a.
Tonks w duchu modliła się żeby Albus nie powiedział im prawdy.
Minęła go i usiadła na krześle przy brązowym stole. Ślepo wpatrywała się w okno.
Myślami była zupełnie gdzie indziej. Dokładniej na dworze Malfoyów.
-Wiesz... chyba musimy się pożegnać. -powiedział Remus, a Tonks poparzyła na niego zdziwiona-dziś pełnia.
-A no tak. Zapomniałam. Kiedy wrócisz?-spytała wyrwana z rozmyśleń
-Za około trzy dni.-powiedział przyglądając się jej-A ty co taka mizerna? Marnie coś wyglądasz.
-To naprawdę nic takiego.-tego tematu unikała jak ognia
-No mów. Bo sprowadzę Molly. A wtedy nie będziesz miała szans-zażartował.
-No dobrze... Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz.
-O co chodzi?-zachęcił siadając na przeciwko.
-Pięć lat temu dostałam od Albusa tę samą misję.-zaczęła niespokojnie-pamiętam, że tego samego dnia zaręczyłam się z Michaelem Hillem. Tydzień później porwała mnie Bellatrix.-po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, a za nią kolejne-Zabrała mnie na dwór Malfoy'ów. Draco miał 10 lat. Niewiele wiedział. Narcyza, jego matka jako jedyna mnie chroniła. No może nie jedyna bo Dracon też. Ale co wtedy mogło zrobić dziesięcioletnie dziecko? Bella torturowała mnie dwie doby. Z krótkimi przerwami. Na trzeci dzień Michael przyszedł razem ze swoją siostrą Nicole mnie ratować. Nicole była starsza od niego. Długo walczył. Był dzielny do samej śmierci. Greyback zaatakował Hill'a. Nicole krzyczała na mnie, że jestem nieodpowiedzialna, że powinnam zostać zabita. Rozumiałam ją. Bo to przecież była moja wina. Alecto Carrow rzuciła na nią zaklęcie zapomnienia,a Bellatrix zaklęcie Expeliarmus. Zaklęcia, złączyły się i Nicole do dziś jest w śpiączce. Lucjusz zabił Michaela. Fenrir poważnie zranił Malfoy'a... chciał mieć w swoich szeregach kolejną ofiarę. Mnie uratował Moody. Dzięki niemu żyje. Nie każdy jest mu za to wdzięczny. Parę osób wręcz nienawidzi go za to. Rodzina Hill'ów obarcza mnie winą za jego śmierć, a Alasora za uratowanie mnie. -płakała - Zresztą nie tylko oni. A ja boję się że to znów się wydarzy.
   Remus wstał i podszedł do niej. Przytulił ją jak najlepszą przyjaciółkę i starał się ją uspokoić.
-To nie twoja wina.-pocieszał-Kto jeszcze o tym wie?
-Kingsley, Moody,rodzina Nicole, ty i Dumbledore'owie.
-Nie obwiniaj się za tamte wydarzenia.
-dziękuję, Remusie.
-Do zobaczenia- uśmiechnął się ciepło i wyszedł.
Nimfadora poczuła ulgę po tej rozmowie. Widocznie była jej potrzebna.
Cieszyła się, że może pobyć przez chwilę sama. Jej szczęście jednak nie trwało długo.
Po chwili przyszedł Syriusz w towarzystwie Leny. Nieśli wielkie torby z jedzeniem i piciem.
-Tonks, mam nadzieje, że pomożesz nam coś przygotować na wieczór? Myślę, że Stworek nie jest za dobrym kucharzem, więc wole poprosić o pomoc ciebie-mówił Syriusz.
-No pewnie. Idźcie się wysuszyć... Bo przemokliście do ostatniej nitki.-powiedziała a oni szybko wbiegli na piętro.
Nie udali się jednak do któregoś z pomieszczeń, a stanęli w kącie. Było to miejsce w którym było brudno, a wszędzie wiły się pajęczyny. Nikt o zdrowych zmysłach nie zatrzymałby się tu na rozmowe.
-Lena...-syknął
-Czego?-spytała słodkim głosem.
-Pomóż mi zeswatać Nimfę i Remusa.-pierwszy raz nazwał tak Dorę. Od razu pomyślał że będzie ją tak nazywał.
-Co za Nimfę?-zdziwiła się-aaa... że Tonks. A co ty się w elfa miłości bawisz?
-Ćsi...!Musisz mi pomóc!.-prosił ją dlatego, że Lena w 1/4 była elfem miłości.
Elfy te miały wielki dar. Potrafiły swatać ale i kłócić ludzi. Były troszkę podobne do wil, ale były milsze.
-No dobrze już.
-Myślisz że to się uda?-spytał szeptem
-Jasne, a Dumbledore adoptuje Voldemorta-zaśmiała się bezgłośnie
-Więcej optymizmu
Zapewne dalej by się spierali, ale Tonks słysząc ich szepty, postanowiła interweniować.
-Może zamiast tak szeptać, to przebierzcie się i pomóżcie Stworkowi albo chociaż mi! 
-Żywa Andromeda-westchnął Black
-Dokładnie-potwierdziła Lena.

-Dobrali się jak jednorożec z trestalem-westchnęła i wróciła do kuchni.
Nie chciało jej się robić kawy dla wszystkich więc poprosiła skrzata.
Wrócił po paru minutach ze srebrną tacą, na której stały trzy kawy i talerz ciastek.
-Przepraszam za te ciastka, ale pani Dora była taka smutna...Czy mam się ukarać?-zapytał i już chciał zrobić sobie krzywdę.
-NIE Stworku. A co więcej to ty też się poczęstuj.-powiedziała Tonks.
Skrzat kiwnął głową i zabrał dwa ciastka.
   Do wieczora Syriusz i Lena wtajemniczyli w swój plan połowę zakonu.
Noc sylwestrowa zbliżała się wielkimi krokami. Dora nie miała ochoty zostać na wielkim przyjęciu więc uciekła do sypialni. Minutę przed dwunastą wystraszył ją skrzat.
-Pani pozwoli że wprowadzę gości.-powiedział a za nim weszli Fred i George.

Co prawda Tonks nie znała bliźniaków za bardzo, ale jednak kiedyś parę razy się widzieli.
-Co na wielkiego niuchacza tu robicie?-spytała z niedowierzeniem.
-Szlaban-westchnął George
-Mama i wszyscy na dole, a my tu z tobą.-powiadomił drugi rudzielec.
-Jak już jesteście to pewnie macie macie plan, jak nie zanudzić się na śmierć?
-No jasne! Może w Eksplodującego Durnia?-spytał Fred
-Och! Sam jesteś durniem Fred! Może coś mugolskiego?
-Co w końcu?-spytała trochę zniecierpliwiona Dora
-No niech będzie... to co Czarobuly?-spytał George.
-Dobra może być.Zasady są proste. Malujesz różdżką jakiś obraz a pozostali zgadują co to. Ja zaczynam.
Fred narysował szampon o nazwie ,,Black Magic''i przekreślił go czarną  linią.
-Snape-zgadł George
Kolejny bliźniak narysował wielkie koło w bluzie z literą ,,R" 
-Ron-zaśmiała się Tonks. Nie lubiła za bardzo Rona. Wydawał jej się sztywny i zbyt poważny. Ale postanowiła, że nie będzie oceniać, ponieważ rozmawiała z nim raptem dwa razy.
Tonks narysowała Syriusza i Lenę.Postanowiła dać Syriuszowi ten obrazek, w przeprosinach za zniknięcie z wielkiej imprezy.
Bawili się tak dłuższą chwilę. Potem bliźniacy wrócili do siebie.
Leżąc już w łóżku, Tonks zaczęła rozmyślać o swoich relacjach z Weasley'ami. Najbardziej lubiła Charliego i Billa, bliźniacy także wydawali się sympatyczni
Jednak uznała że jej ulubienicą jest Ginny. Ta dziewczyna była wprost super. Zawsze miały tematy do rozmowy. Ginny potrafiła pocieszyć Dorę, jak nikt inny. 
Słyszała głosy dochodzące z dołu. Ostatecznie zasnęła.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________Nie wiem jak wam, ale mi się ten rozdział najmniej podoba... No trudno...
Miłego komentowania!


Pozdrawiam;*

9.04.2013

Rozdział 11

ROZDZIAŁ 11/PROPOZYCJA CZY ROZKAZ

Nimfadora z samego rana zerwała się z łóżka.
Myślała po co Albus Dumbledore,słynny dyrektor Hogwartu chcę spotkać się właśnie z nią.
Nie mogła tak siedzieć bezczynnie,więc na palcach poszła do kuchni.
Postanowiła zrobić naleśniki z nutellą. Na stole postawiła mąkę, mleko, jajka itd.
Wymieszała składniki i łyżkę masy wlała na patelnie.Gdy usmażyła już naleśniki z całej masy,położyła na stole wielki stos naleśników,a obok słoik nutellii.
Do tego zrobiła cztery gorące kawy i pobiegła zbudzić domowników.
Syriusz nie kwapił się by wstać, ale zagroziła że obudzi jego matkę. Słysząc to szybko zbiegł na śniadanie.
O 7.30 wszyscy siedzieli przy kuchennym stole.
Nikt nie szczędził komplementów dla Tonks.
-Nimfadora, o której masz być u dyrektora?-spytała Lena
-O trzynastej-odpowiedziała trochę zmartwiona.
-Dlaczego jak ona-Syriusz wskazał na Lenę-mówi do ciebie Nim...
-Nie mów tak do mnie!-przerwała
-No właśnie o tym mówię!
Wszyscy zaśmiali się.
-Ponieważ, im częściej ją upominam, tym częściej wypowiada to imię.-starała się wypowiedzieć to poważnym tonem.
-Ale zdajesz sobie sprawę, że kiedyś nie będziesz już Tonks, prawda?-spytał
-Nie zamierzam. Są na to wątpliwe szanse-powiedziała upijając łyk kawy.
Black patrzył na nią ze zdziwieniem.
-Nie jestem tego do końca pewien-powiedział cichym głosem, a milczący dotąd Remus patrzył na niego jak na robala.
Nie widząc sensu dłuższej rozmowy, udała się do swojej sypialni.
Ubrała fioletowe rurki i szaro-różową bluzę. Stanęła przed lustrem. Ostatecznie zostawiła turkusowe włosy spięte w luźny kok.
  Gdy tylko wyszła z ciepłego domu, zaczął padać śnieg i powiał mroźny wiatr.Nie miała ochoty na spacer w tak beznadziejną pogodę, więc teleportowała się przed czarną bramę Hogwartu.
Zauważyła chodzącą po błoniach nauczycielkę.
-O! Panna Nimfadora. Miło cię znów widzieć słonko-była to Pomona Sprout.
-Dzień Dobry pani profesor.-powiedziała wesoło.
Pomona znała Dorę od czasów Hogwartu. Była opiekunem Hufflepuffu i zarazem nauczycielką zielarstwa.
-Do dyrektora?-zapytała  Sprout
-Tak. Mogę wejść?-powiedziała po krótkim namyśle.
-Ależ oczywiście-otworzyła bramę.
Gdy szła przez okryte białym puchem błonia powróciły wspomnienia.
Kiedyś pocałowała się tu z Alexem. Tydzień później zdradził ją i zaczął rozpowiadać plotki na jej temat. Utrzymywała z nim kontakt ze względu na Lenę. Panna Redford chodziła z jego bratem. W sumie także zdradził ją z Mariką Michelle. Marika od pewnego czasu przyłączyła się do śmierciożerców, bracia natomiast zginęli z ręki Lucjusza Malfoy'a.
Nie były to najmilsze wspomnienia,więc Tonks przestała o tym myśleć i pobiegła do środka.
Wnętrze zamku było co najmniej piękne.Długi korytarz rozciągał się ku Wielkiej Sali.
Po obu stronach były schody na górne piętra.
Tonks wbiegła na schody prowadzące do gabinetu dyrektora.
Wejścia strzegł gargulec.
-Miętowe ropuchy-powiedziała, a posąg odskoczył w bok ukazując spiralne schody.
Stanęła na pierwszym stopniu a schody automatycznie podjechały w górę.
Przekręciła klamkę i uchyliła drzwi.
Jej oczom ukazało się piękne, koliste pomieszczenie.
Ściany były czerwone. Obok drzwi stała klatka z feniksem Fawkesem.*
Portrety ze ścian prawiły jej komplementy.
-A więc jesteś już? W prawdzie myślałem, że się spóźnisz. No ale usiądź.-wskazał na fotel.
-O co chodzi dyrektorze?
-Wiem, że będzie to dla ciebie wielkie wyzwanie, zwłaszcza po tej tragedii z przed paru lat**. Ale muszę cię prosić o...
-O patrolowanie Hogwartu-dokończyła szeptem zmartwiona Nimfadora.
-Przykro mi, ale myślę że dasz sobie radę.Zaczniesz może od.... hm...po świętach.
-Tak jasne, dam radę.Czy to już wszystko?
-Tak. To do zobaczenia.-powiedział a ona wyszła.
Portrety natychmiast zaczęły kłótnie. Głównym tematem była decyzja Dumbledora.
Obwiniały go o tą prośbę.
   Tonks szła przez ośnieżone Hogsmede ze łzami w oczach.Nie mogła wrócić w takim stanie do kwatery, ponieważ od razu zaczęłyby się pytania. Ona nie chciała opowiadać nikomu o tej sprawie.
Nawet Lena nie miała pojęcia o tej tragedii. Nie była gotowa opowiadać o tym. Mimo upływu pięciu lat, nie pogodziła się z tym.
Ostatecznie postanowiła iść do gospody ,, Pod Świńskim Łbem''.Prowadzona ona była przez Aberforth'a Dumbledore'a. Był on bratem Albusa. On wiedział o tym co się stało.
-Nimfadoro, co cię tu sprowadza? I czemu płaczesz?-spytał z troską.
Opowiedziała mu o misji, którą zlecił jej Albus.
-Na Merlina, po takiej tragedii! Jak on może!-nie krył zdenerwowania.
-Czy... czy mogłabym wynająć na dziś pokój?-spytała
-Wynająć?! Absolutnie! Ty możesz tu spać kiedy tylko chcesz-powiedział
-Dziękuje panu.-powiedziała ocierając łzę.
-Nimfadoro, prosiłem kiedyś, żebyś mówiła mi po imieniu.
-Dobrze-próbowała uśmiechnąć się, niestety bez skutecznie.
-Idź to klucz do pokoju 13-wręczył jej mały, srebrny klucz.
-Dziękuje jeszcze raz.-powiedziała i ruszyła w poszukiwanie właściwego numeru.
Sypialnie nie były ponumerowane po kolei. Koło numeru 12 był 27. Szukała dłuższą chwile. Wreszcie gdy znalazła, otworzyła drzwi.
Był to ten sam pokój, jak ten w którym kiedyś musiała zamieszkać. Nigdy nie zapomniała jak spóźniła się na pociąg do domu na święta. Spędziła wigilię z Dumbledore'ami. Aberforth zajął się nią jak młodszą siostrą.
Ściany były w jej ulubionym fioletowym kolorze. Pod oknem stało piękne, duże łoże. Zamknęła drzwi i położyła się. Zażyła eliksir usypiający i zasnęła.
Gdy obudziła się, powitał ją dzień. Czuła się znacznie lepiej. Ubrana zeszła na dół. Oddała mu klucze dziękując.
-Jak coś to wracaj-powiedział
-Dzięki naprawdę. Do zobaczenia-pomachała ręką i znikła za drzwiami.
Na ulicy był ogromny tłok. Nie widząc innego wyjścia, teleportowała się.
  Pojawiła się przed domami 11 i 13.
,,Kwatera Główna zakonu Feniksa znajduje się w Londynie przy Grimmauld Place 12 ''
Przed nią,  znikąd pojawił się budynek. Niewiele myśląc weszła do środka. Tym jednak razem nie przewróciła stojaka, budząc zdziwienie Leny.
-Wszystko w porządku?-spytała panna Redford
-Tak.-skłamała-a gdzie Syriusz i Remus?
-Grają w szachy chodź.-pociągła ją za sobą.
W salonie, przy stole dwójka przyjaciół rozgrywała partię szachów czarodziei.
Syriusz był wyraźnie zdenerwowany tą grą. No cóż ... szczerze mówiąc przegrywał.
-Dora! Na miłość Boską gdzieś ty była całą noc i czemu jesteś smutna?. Do Hipogryfa wielkiego!-krzyczał Black
-Spałam w gospodzie u Aberfortha.-odpowiedziała pomijając drugie pytanie.
-A czemu jesteś smutna?-zapytał tym razem Remus.
W tej chwili zjawił się zakon. Poczuła ulgę. Nie musiała się tłumaczyć Remusowi.
Jej szczęście zbyt długo nie trwało, gdyż Kingsley poprosił ją o rozmowę.
-Słyszałem już o misji Albusa. Jeśli będziesz miała dość, albo nie dasz sobie rady to powiedz. Wtedy ja się tym zajmę.
-No dobra. Ale myślę, że czas o tym zapomnieć.-odpowiedziała i poszła na posiedzenie.
Chwilę później przyszedł Shackelbolt.
Żałowała że wróciła na posiedzenie, ponieważ Moody pytał ją :
-W porządku Tonks?-Wszyscy zastanawiali się o co chodzi. Po czym na nowo zaczynał monolog.
Dora nie wytrzymała do końca posiedzenia i poszła do sypialni.Drzwi zamknęła na klucz i zasnęła zupełnie bez eliksiru.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
*-niewiem jaki dokładny był gabinet, więc trochę zmyśliłam
**-rozwiązanie w następnym wpisie.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________No cóż... sprawdzian nawet łatwy (jak dla mnie).
Najlepiej pisało się list polecający jakąś ciekawą książkę. Ja oczywiście o Harrym;) A dokładnie Zakonie Feniksa.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba.

A no i oczywiście reklamuje stronę na Facebooku:
http://www.facebook.com/pages/Cruciatus-Z-mi%C5%82%C4%85-ch%C4%99ci%C4%85/457265611001668


To na tyle. Miłego czytania;)

1.04.2013

Rozdział 10

ROZDZIAŁ 10/DOBRE WIEŚCI

Wieczorem otworzyła oczy. Przez moment zastanawiała się gdzie jest.Zielona ściana,biała podłoga, niebieski sufit. To nadawało pomieszczeniu chłodny wygląd.
Była to sypialnia Andromedy.
Nimfadora przypomniała sobie sen.
Był bardzo realistyczny. Dwójka dorosłych ludzi mieszkała w pięknym, białym domu nad jeziorem. Obok domu rósł bujnie las. Mały chłopiec wraz z młodszą dziewczynką bawił się w piaskownicy. Kudłaty pies rasy  
 Alaskan Malamute biegał po ogrodzie z czerwonymi różami.Widać było, że są rodziną i są bardzo szczęśliwi.
Tyle pamiętała. Wyskoczyła z łóżka i migiem zbiegła do kuchni.
-Nimfadoro, nie dam rady iść na spacer. Mam gorączkę-zawołała słabym głosem Lena, która leżała na kanapie w salonie.
-Ja zostanę z Leną. -zapowiedział Syriusz-ale wy idźcie.
Nie widząc wyjścia Remus i Tonks wyszli na spacer z Carmelkiem.
-Może pójdziemy na czekoladę?-zaproponował Lupin
-Bardzo chętnie-odpowiedziała i razem pchnęli pierwsze drzwi po lewej stronie.
W środku było bardzo...ee...różowo. Gdzieniegdzie wisiały gałązki jemioły.
Zamówili czekoladę z bitą śmietaną.
-Myślisz, że Syriusz i Lena...-zaczęła-no e... wiesz...
-Że zakochani? Nie wykluczone. ładnie wyglądają nie?-Tonks tylko skinęła głową.
Gdy wypili już swoje czekolady, Tonks zaproponowała powrót do domu.
W czasie drogi, rozmawiali o Lenie i Blacku.
W tym samym czasie oni rozmawiali o Remusie i Dorze.
Ogromnym zdziwieniem było to, że Stworek chce pomóc Blackowi i pannie Redford, bez najmniejszego sprzeciwu. BA! Nawet sam zaoferował swoją pomoc.
Spacerowicze wrócili gdy Lena siedziała w objęciach Łapy.
Nimfadora zaśmiała się i poszła do sypialni Dromedy.
Mimo późnej pory nie mogła zasnąć. Połowa księżyca przypominała o zbliżającej się pełni.
Postanowiła iść do kuchni.Zastała tam Remusa.
-Też nie możesz spać?-spytała go
-No tak jakoś wyszło.-odpowiedział.
-Co czytasz?
-,,Śladami wilków'' muszę to przetłumaczyć.
-Aha.-odpowiedziała
-Idź spać. Już późno-poprosił.
Zaprowadził ją do sypialni.Okrył ją kocem.
-Remus... jesteś dla mnie najlepszym przyjacielem.-powiedziała i zamknęła oczy.
Jego kroki ucichły, a ona zasnęła.

Rano obudziły ją wrzaski Walburgii Black.
-Stara jędza-pomyślała Tonks.
Ubrała się szybko i zeszła uciszyć portret.
-Zamknij się w końcu!-wrzasnęła.
Zdziwiona pani Black zamilkła.
Syriusz korzystając z okazji zasunął zasłonę.
Rozległo się pukanie. Nimfadora i Lena podbiegły do drzwi.
-O Merlinie!!!-powiedziały razem przyjaciółki-Lisa co ty tu robisz?!
-No i co się tak dziwicie. Przyszłam dać wam zaproszenia na mój ślub-oznajmiła siostra Leny
-Siostrzyczko, bardzo się cieszę-powiedziała Lena.
Obie były bliźniaczkami. Mimo to Lisa była blondynką, a Lena brunetką.
-No ale z kim?-spytała Nimfadora.
-Z Thomasem Lettin.
Thomas był chłopakiem Leny z Hogwartu. Na szczęście brunetka dobrze ukrywała swoje emocje.
-To świetnie-powiedziała.
-Przyjdźcie z osobami towarzyszącymi.-nakazała z wyższością.
Podała im koperty i odeszła.

~Mamy zaszczyt zaprosić szanowną koleżankę Nimfadorę Tonks, 

            Wraz z osobą towarzyszącą, na ślub i wesele
 LISY REDFORD i THOMASA LETTIN
 które odbędzie się 20 kwietnia o godz. 15.20.
~~Państwo młodzi~~
Nazajutrz malutka sówka przyniosła ,,Proroka Codziennego.
                                          SYRIUSZ BLACK-UNIEWINNIONY
Głosił nagłówek z pierwszej strony.
Nie mogła w to uwierzyć.
Natychmiast pobiegła do salonu, w którym wszyscy grali w eksplodującego durnia.
-Prorok mówi że Syriusz jest niewinny!!!-zawołała.
Black uznał to za żart. Tonks podała mu pismo.
Po godzinie zjawił się cały zakon. Dumbledore poprosił Syriusza na osobności.
-Syriuszu-zaczął zdecydowanym głosem-Knot użył kamienia wskrzeszenia do odżywienia Lily i Jamesa.
Opowiedzieli mu kto naprawdę był ich strażnikiem. Mam dla Ciebie parę listów z przeprosinami i gratulacjami od różnych czarodziei. Następnym razem przyniosę resztę.-wręczył mu stos kopert.
Gdy zakon rozszedł się do swoich domów,Black wziął listy i zaczął czytać.
Jego uwagę przykuło proste pismo Knota.
Postanowił że ten list przeczyta sam i schował go do kieszeni.
-Syriusz! -rozległ się głos Leny-to znaczy ze pójdziesz ze mną na ten ślub?
-Tak-powiedział zerkając na Remusa- oczywiście.
Lena zawiesiła mu się na szyi i pocałowali się.
-Uau...-mruknęła Tonks, a Remus zaśmiał się.
-No no no! Gratulację-powiedział do Łapy.
Syriusz w odpowiedzi zaśmiał się.
-A ty z kim idziesz-spytał Dory, gdy zostali sami.
-Sama nie wiem. Remus się nie zgodził. Wymigał się opowieścią o wilkołakach.-odpowiedziała przygnębiona.
-Nadal chcesz-stwierdził bardziej niż zapytał.
-Syriusz, skoro znasz odpowiedz to nie pytaj-odparła i poszła do siebie.
Łapa natychmiast wbiegł do gabinetu Lupina.
-Co ty wyprawiasz-zawołał
-Właśnie tłumaczę książkę, a ty?-mruknął spokojnie.
-Świetnie wiesz o co pytam!-krzyczał
-Łapo, spokojnie mi wytłumacz o co, bo nie mam pojęcia.-powiedział
-Dobra-zaczął spokojniejszym tonem- a więc objaśnij mi-kontynuował-dlaczego nie chcesz iść z Nimfadorą na ten ślub?Bo to że jesteś wilkołakiem, nie zmienia faktu że tylko w pełnie. Wtedy nie ma pełni-dokończył widząc że Lupin chce wtrącić swoją wersję.
-Pomyśl jak to będzie wyglądać. Młoda, piękna dziewczyna i stary, biedny wilkołak.To jest po prostu komiczne! Piękna i Bestia normalnie-ledwo nad sobą panował.
-Idziecie jako przyjaciele a nie para-powiadomił-a skąd będą wiedzieć że jesteś kim jesteś?!
-Sam nie wiem. Zastanowie się.-chciał skończyć rozmowę.
-Remus!-zdenerwował się Black.
-Ona na pewno nie chce iść ze mną-powiedział dobitnie.
-Chce. i pójdziesz.
Chcąc, nie chcąc musiał się zgodzić.
Black natychmiast pobiegł do Dory.Opowiedział jej wszystko.
-Dziękuje-powiedziała i przytuliła kuzyna.
Nagle zauważyła patronusa. Był on pięknym Feniksem.
-Nimfadoro, zgłoś się do mnie jutro o 13.00. Przyjdź sama.-był to Albus Dumbledore.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Kolejny. Następny dopiero ok. 10 kwietnia. Narazie mam sprawdzian szóstoklasisty... koszmar...
Jak nie zdam na min.23pkt idę do Minerwy spytać gdzie mój list z Hogwartu... ja wolę zaliczać SUMY...

25.03.2013

Rozdział 9

        ROZDZIAŁ 9/Spacer o północy

W trakcie gdy Remus wraz ze szklanką wody był w kuchni, Tonks przeglądała jego bogatą bibliotekę.Gdy wyciągnęła jedną ze starych książek, wypadł z niej kawałek pergaminu ze zdjęciem wyciętym z ,,Proroka Codziennego''.
   Była na nim piękna blondynka o słowiańskiej urodzie.Jej długie, falujace do pasa włosy rozwiewał wiatr. Miała na sobie lazurową długą suknie z białym paskiem. Koło niej stał na oko piętnastoletni chłopak. Czarny garnitur idealnie współgrał z błękitnym krawatem.Widać było, że są w sobie zakochani.
   Wtem do pokoju wszedł Remus. Dziewczyna ze strachu upuściła owe zdjęcie. Natychmiast je podniosła i podeszła do przyjaciela.

-Remusie-zaczęła niepewnie-kto to?
-A to jest - zawahał się-była dziewczyna z Hogwartu. Miała na imię Olivia.
-Bardzo ładna-skomplementowała. A ten obok to ... ty?-spytała.
-Tak. Ona... zginęła. 
-Co się z nią stało?-zaczęła spokojnie.
-Zabił ją Greyback. Po prostu przed wakacjami zerwała ze mną. Dowiedziała się, że jestem wilkołakiem.Rozumiałem ją. Następnego dnia jej koleżanka Dakota powiedziała, że to mnie pewnie rani, a ona opowiedziała, że to nie może mieć uczuć. Stał za nią Greyback. Krzyczałem żeby uciekły, ale posłuchała tylko Dakota. Olivia stwierdziła, że nie posłucha futrzaka.No i wtedy rozszarpał ją.
Nimfadora zauważyła łzę na jego policzku.
-Przepraszam nie powinnam pytać.-tłumaczyła się.
-Nie, nawet dobrze że spytałaś. Wiedziała o tym tylko Lily Potter. Mama Harry'ego rozumiała mnie.
-Remus wybacz, ale muszę jeszcze odwiedzić Lenę.
-Pozwól że zapytam-kontynuował- kto to Lena?
-Głupia jestem. Nie powiedziałam ci. Ostatnio do zakonu doszła Lena Redford. Moja przyjaciółka. Jest projektantką ogrodów. Poznałam ją w ostatniej klasie Hogwartu.
-No to leć.Czekamy z kolacją do 2o.1o.
-Będę na pewno. Pa!
Na dole pożegnała się z Syriuszem i Stworkiem. Zaraz po wyjściu, deportowała się do panny Redford.
-Lena! Jak się czujesz?-spytała wzruszona.
-No w sumie-a psik-tylko katar-a psik.
-Miło.-opowiedziała jej całą historię paru dni.- No dziś też wychodzimy.
-Super-a psik-ale on jest wilkołakiem.
-O jej. Wilkołakiem jest tylko w pełnie!
-To po jutrze-powiedziała.
-Ale nie dziś!
-Nimfadoro Tonks-a psik-czy ty się nie zakochałaś?
-Że co!?-krzyknęła-Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Mogę cię o coś prosić?
-No pewnie.-odpowiedziała -Co takiego?
-Chodź, pójdziesz że mną do Blacka.-zaproponowała.
      Lena nie zdążyła odpowiedzieć, bo już były w mieszkaniu Dory.
Różowowłosa pobiegła umyć włosy. Gdy wróciła, na łóżku leżały idealnie dopasowane ubrania.
-Dziękuje!Kochana jesteś-rzekła do Leny.
Ubrała zielone rurki, fioletowy sweterek i granatowe buty na koturnie.
-Może pokombinujemy z fryzurą?-spytała z nadzieją Lena.
-No... dobrze-zgodziła się.
Stanęła przed lustrem i zaczęła zabawę z fryzurą.
Najpierw były białe jak gryka, potem w kolorze popiołu. Blond nie pasował, a czarny kok był jak ulał.
W końcu pojawiły się na ulicy Grimmauld Place.
Kwatera główna zakonu feniksa znajduje się przy Grimmauld Place 12 w Londynie.-pomyślały, a przed nimi wyrósł potężny budynek.Biegiem weszły do środka.
Tonks tradycyjnie przewróciła stojak.
-Czy to zawsze musi tu- zaczęła krzyczeć ale reszta słów została zagłuszona.
-WREDNE SZLAMY, WILKOŁAKI, ZDRAJCY KRWI,PRZESTĘPCY W TYM DOMU-krzyczała do momentu aż Syriusz zakrył obraz seledynową zasłoną.
-Słyszeliśmy że przyszłaś-powiedział z uśmiechem Syriusz-O Lena. Miło cię widzieć. Kiedy byłaś tu ostatni raz?
-Początkiem listopada.
-Ślicznie wyglądacie-rzekł Remus ukradkiem patrząc na Dorę.
-Po prostu zjawiskowo-dopowiedział Łapa.
Po trzydziestu minutach przybył cały zakon.
Wszyscy komplementowali wygląd dwóch pięknych dziewczyn.
Szalonooki Moody zaczął swój długi monolog. Następnie Kingsley czytał swój raport o Alecto Carrow.
- Tonks, co teraz robicie w biurze z Hestią?
-Yyy...-prawie spadła z krzesła śledzimy Amy Grefings, podejrzana o porwanie sześciolatka.
-Zaczęłyście już raport?-spytał
-Tak, zajął trzy strony wąskiego pisma Dory.-wtrąciła panna Jones.
-Macie jakiąś zmianę o 15.2o w czwartek?
-Ja tak. Wymieniłam się z tą Elishabett Linnsey.-odpowiedziała Dora.
-Za dużo pracujesz.-stwierdził Alastor.
- Nie no coś ty-odpowiedziała sarkastycznie.
Właśnie na naradę wszedł Roberto z synem Maxem.
-Przepraszam, Berta jest chora.
-Tatusiu... czy ten pan jest w ciąży?-wskazał na Moody'ego.
-O Szalonooki... nie wiedziałam. Mogę być matką chrzestną-spytała Tonks, a wszyscy zaczęli się śmiać.
-Jeszcze słowo a uduszę-warknął Alastor.
Gdy posiedzenie dobiegło końca. Lena i Nimfadora zaparzyły 4 czekolady.
Podały je sobie, Remusowi i Syriuszowi.
-Pyszne-mruknął Black-Śpicie dziś tutaj?
-Ja nie tutaj, ale u Andromedy, a Lena u Bellatrix.
-Nie chce robić kłopotu-zaczęła Redford
- Żaden kłopot.-odpowiedział Syriusz.
Była 22.3o.Dziewczyny poszły do tymczasowej sypialni panny Redford
Punkt dwunasta deportowała się nad jezioro.Remus juz czekał.
Na powitanie trafiła go śnieżką.
-Bo będziesz chora-ostrzegł ją Lupin.
Przytuliła go i spacerowali razem wzdłuż lodu.  W końcu, siedząc na ławce pocałowali się.
-Ja przepraszam.-tłumaczyła się Dora-Nie powinnam.
-Nie... to moja wina. Przepraszam.
-Swoją drogą... nieźle całujesz.-zaśmiała się.
Zbliżała się druga w nocy.Bohaterowie wrócili do kwatery.
-Lena-weszła do sypialni przyjaciółki budząc ją.-było cudnie. Dobranoc.
-Branoc-rzuciła sennie.
     Remus siedział w kuchni.
-Czemu nie śpisz?-spytał Syriusz, który przechodził obok.
-Własnie idę.-odpowiedział i wbiegł na górę.
Jednak zamiast do swojej, wszedł do sypialni Nimfadory
Zauważył że zasnęła z książką. Odłożył ją na półkę. Przykrył i pogłaskał Dorę, która miała znów różowe włosy i niewinną, dziecięcą twarzyczkę.
Po chwili pocałował ją w policzek.
Gdy wychodził, zauważył go Black.
-Co tam robiłeś?
-Zauważyłem że zasnęła z książką, więc odłożyłem ją.
-Aha... i przykryłeś i pocałowałeś...Zakochałeś się!-krzyknął niemal.
-Nie!-powiedział stanowczo.
-Zeswatać was?-spytał .
-Łapa jeśli będę chciał żebyś mnie zeswatał z którąś kuzynką, na pewno ci o tym powiem.Sam nic nie rób!
-Zastanówmy się-westchnął-nie.
Lupin nie widząc wyboru poszedł do siebie.
Syriusz mruknął ,, i tak was zeswatam''i także odszedł.
    Następnego dnia, gdy Nimfadora wstała, ubrała szlafrok, poszła zrobić śniadanie.
Przygotowała tosty z serem i herbatę.
-Dziękuje skarbie-powiedziała Lena wchodząc do kuchni.
Moment później wszyscy siedzieli przy stole.
-Potem możemy iść na spacer z Syriuszem. Dumbledore się zgodził tyle że z psem.-uśmiechnęła się.
Po śniadaniu poszła na górę poczytać książkę. Była bardzo nie wyspana.
,,Gdyby nie to że pewnego marcowego poranka padał deszcz, całe życie Joanny Striling potoczyłoby się inną koleją(...)''*
Tyle zdążyła przeczytać zanim pokonał ją sen.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
*-fragment książki ,, Błękitny Zamek'' autorstwa Lucy Maud Montgomery.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ Mam nadzieje że się spodoba, Przepraszam za błędy i mam prośbę.
Tych którzy czytają moją historię proszę o komentowanie. Zostawiajcie też linki do swoich blogów. Na pewno przeczytam i skomentuje.

16.03.2013

Rozdział 8

Rozdział 8/Ubieramy, rozmawiamy

Następny dzień zapowiadał się cudownie. 
Dziś była Wigilia.Młoda czarownica właśnie wstała. Dziś postanowiła od razu pójść do Syriusza. Deportowała się do rezydencji Blacków, a tam usłyszała krzyk kochanego obrazu.
-Cześć-zawołała
-Wejdź do kuchni.-powiedział głos z salonu.
Po chwili do kuchni weszli Syriusz i Remus. 
Lupin postanowił posprzątać na górze.Black i Tonks zostali sami.
-Jest sprawa...a mianowicie będziesz ubierać choinkę ze Stworkiem i Remusem.
-A dlaczego tak?-spytała.
Okazało się, że skrzat też chciał ubierać choinkę ale razem z Remusem i Nimfadorą.
Czarownica w duchu była szczęśliwa, ale udawała, że jest jej to obojętne.
-No w sumie może być.-powiedziała bez entuzjazmu.
Gdy Stworek i Remus wrócili, zabrali się za strojenie drzewka. Młody, potężny świerk w donicy, sprawił im wiele radości.
Wygłupiali się z magicznymi łańcuchami i lampkami. 
Kilka bombek zostało zbitych.
-Jest śliczna-skomentowała Dora.
-Tak. Dzięki tobie i Stworkowi-wskazał na skrzata.
Stworkowi sprawiło to wiele radości.
Skrzat od pewnego czasu bardzo się zmienił. 
Można rzec że stał się przyjacielem Nimfadory. Gdy wszyscy  już wykonali swoje zadania, gdy zaświeciła pierwsza gwiazdka, łamiąc się opłatkiem, życzyli sobie wiele dobrego.
-No i żebyś znalazła księcia na białym jednorożcu-wyśmiewał się Syriusz
.-Żeby panna była bardzo szczęśliwa-pożyczył skrzat
.-A tobie Stworku żeby wszystko o czym marzysz spełniło się.
Remus w trakcie składania życzeń powiedział:
-Masz ochotę pójść po tym wszystkim na spacer?-nieśmiało spytał.
-Tak. Z chęcią-odpowiedziała.
Po kolacji odbyło się rozpakowywanie prezentów.
Nimfadora dostała zieloną sukienkę (od Ginny), książkę(od Hermiony) i nową miotłę.
Gdy wszyscy rozeszli się do przydzielonych sypialni, Remus i Tonks wybrali się na spacer.
Wychodząc nie zauważyli Syriusza siedzącego w oknie.Poszli do parku. Dziś przystrojony był milionem światełek.
Usiedli na jednej z ławek. Rozmawiali o wszystkim.
Następnie udali się nad zamarznięte jezioro. Tonks rzuciła śnieżką w Remusa i tak rozpoczęła się wielka wojna śniegowa.
Dziewczyna wpadła do wielkiej zaspy. Remus próbując ją ratować, także w nią wpadł. Leżeli tak z parę minut, rozmawiali i wpatrywali się w gwiazdy.
-Wiesz-powiedziała, gdy zaczęli się do siebie zbliżać-powinniśmy chyba wracać.
-No tak masz rację-powiedział Remus w duchu nie zadowolony-mam pytanie.
-Jakie?-spytała, patrząc mu w oczy.
-Może spotkamy się jutro o północy nad jeziorem?
-Jesteś niemożliwy-zaśmiała się-oczywiście a do której będziemy spacerować?
-A do której byś chciała?
-Nawet do rana-powiedziała mu do ucha i oboje uśmiechnęli się.
Dalszą drogę przebyli przytuleni do siebie.
Syriusz, siedząc z nosem przy szybie, wyczekiwał ich powrotu. Gdy zobaczył ich przytulonych uśmiechnął się.
Gdy weszli, udawał że śpi.
Remus i Dora postanowili iść do pokoju na trzecim piętrze.
 Weszli do ciemnego, zakurzonego pomieszczenia. 
Remus zapalił świece na stoliku przy czerwonej sofie ze skóry.Po lewej stronie, w kominku tańczył pomarańczowy płomień.
Czarodziejka siedziała skulona u brzegu kanapy.
-Jesteś głodna?-spytał
-Troszkę tak.
-Zaczekaj tu-powiedział-zaraz wrócę.
Wrócił po 1O minutach. Trzymał srebrną tacę.
-Proszę-podał tacę-to dla ciebie.
-Dziękuje-rzekła- Syriusz opowiadał mi że grałeś na gitarze, prawda?
-Tak..-zawahał się-ale już zapomniałem.
-Moja mama Andromeda też grała.
Wpatrywali się w ogień.Remus zauważył że Tonks drży z zimna.
Wyszedł a po chwili powrócił z niebieskim kocem.
Okrył ją.
-Już lepiej?
-Tak-powiedziała-ale nie musisz być aż tak miły.
-Ale chcę... naprawdę.
-A tobie nie jest zimno?-zadała pytanie-widzę że tak-zaśmiała się.
-Przeżyje- również się zaśmiał.
-Ej no nie wygłupiaj się-powiedziała poważnym tonem-przecież nie możesz być chory.
Po chwili wstała i okryła się kocem razem z Remusem.
Siedzieli tak do późna.
Rozmawiali o swoich zainteresowaniach . Było im tak dobrze. 
Jednak oboje wiedzieli że to nie wypali.
-Remusie?
-Tak?
-A w sumie nic. Zastanawiałam się czy śpisz już
-Zasnę dopiero jak ty zaśniesz.
-No to będziemy mieć bezsenną noc.-zaśmiała się.
Remus uwielbiał jej śmiech. Był taki dziewczęcy i słodki.
Gdy Lupin uznał że zasnęła szepnął jej do ucha:
-Kocham cię mała. Jak najlepszą przyjaciółkę
.-Wiem.-opowiedziała wywołując zdziwienie na twarzy Remusa- Ja ciebie też.
Wtuleni w siebie zasnęli. Rano obudziło ich donośne pukanie. 
Lunatyk wstał i poszedł otworzyć drzwi.
-O.-Szepnął Syriusz-A ty gdzie spałeś?
-Tam -wskazał fotel.-Zejdziecie na śniadanie?
-Muszę dokończyć raport.
-A ja źle się czuje-dopowiedziała Dora.
-Dobra ale jak będziecie głodni to przyjdźcie.
Gdy Black wyszedł, Tonks zaśmiała się.
-Tak jasne na fotelu. Tylko takim podłużnym-wyśmiewała się.
-Ty nie lepsza.-dogryzł-źle się czuje-powiedział naśladując głos.
-No przynajmniej jesteśmy razem.-powiedziała i pocałowała go w policzek.
-Ale wieczór nadal aktualny?
-Tak o ile nie zaczniesz mnie unikać-znów wybuchła śmiechem.
Zszedł na dół po wodę dla Nimfadory. Na parterze zaczepił go Syriusz.
-Jak ją zranisz to...
-Uspokój się!-przerwał- Jesteśmy tylko przyjaciółmi..
-Oczywiście.-zatwierdził Syriusz.
***---------------------------------------------------------------------------------***
Kolejna notka;)
Mam nadzieje że się spodoba.
Z dedykacją dla wszystkich czytelników.

12.03.2013

Rozdział 7

        Rozdział 7/Świąteczne Sensacje


Zimowe popołudnie było bardzo mroźne.
Nimfadora grzała się przy kominku. Była w salonie.Pomarańczowe ściany, nadawały efekt ciepła.W kominku ogień wesoło zatańczył i pojawił się zielony ogień.Wychyliła się z niego głowa Syriusza.

-Moja droga,użyj proszku Fiuu i przybądź jak najwcześniej.
Ledwie skończył i już go nie było.
Podbiegła do wielkiej, starej, dębowej szafy, która przypominała szafę z Narni.
Z Narnii pochodzili jej dziadkowie od strony ojca. Nie byli czarodziejami, ale ich szanowali.
Także mieli do czynienia z magią.  
Dziewczyna włożyła pomarańczowe rurki i czarną bluzkę.
Na to włożyła czerwony płaszcz.Wyglądała ślicznie. Zmieniła także fryzurę.Był to ciemny, brązowy wysoko upięty kok.
Gdzieniegdzie wisiały asymetryczne pasma włosów, podkreślając trójkątną twarz.
Sięgła do wysoko położonej szkatuły wzięła garść proszku. Weszła do kominka

.- Grimmauld Place 12-powiedziała a zielony ogień zaharcował wesoło.
Zjawiła się w starej, ciemnej bibliotece.
Jej piękny strój był zakurzony.
-Chłoczyść-powiedziała próbując pozbyć się kurzu.
Wielkie regały dumnie piętrzyły się ku sufitowi.
Na każdej półce było z tysiąc książek.
Wtem, z hukiem otwarły się drzwi a w nich stał Remus.
-O cześć-powiedział-Nimfadoro.
-Nie mów do mnie-przerwała mu
-Tak wiem TONKS-powiedział z naciskiem na ostatnie słowo-pośpiesz się,bo Łapa czeka.
Zeszli na dół. Powitał ich Stworek.
W kuchni <<Co dziwne>> było bardzo czysto.
-Na brodę Merlina... Co się tu stało?- zapytała ale nikt nie odpowiedział.
-Moja kochana...A to Stworek posprzątał -powiedział zachwalając Stworka po raz pierwszy.
-Podziękuje mu później.A po co miałam przyjść?-spytała
-Jak to po co?! Jutro Wigilia więc trzeba zrobić zakupy.-oznajmił Syriusz
-Dobrze, więc co mam kupić?
-Myślę-podrapał się po brodzie- że Remus pójdzie z tobą. Najpierw pójdziecie na pokątną a potem do Gringota.Na sam koniec do mugoli.
-No dobrze.Więc co mamy kupić?

-Proszę-powiedział-oto lista rzeczy do kupienia
.-No więc chodźmy.-ponaglił Remus
.-Ah i jeszcze jedno Nimfadoro- powiedział- ładnie wyglądasz
.-Dziękuje-zaśmiała się.Wyszli z domu. Postanowili iść na nogach.
Spotkali wiele czarodzieji i zwierząt. 
Nimfadora pomyślała ze to animagowie.
Po długiej wędrówce, zdecydowali że deportują się.
Remus zauważył świstoklik.
Rozpoznał go po tym że był tam napis GPC.
Dotknęli go i znaleźli się przed murowaną ścianą.
Lupin zastukał różdżką w odpowiednią cegłę, a przed nimi ukazała się rozległa, szeroka Ulica Pokątna z trylionem sklepów.
Wszystkie sklepy przyodziane były w świąteczne ozdoby.
-Jejku, jak tu pięknie-chwaliła Tonks.

-Tak to prawda-rozglądnął się i uśmiechnął-To co idziemy?
Pokiwała znacząco głową.Weszli do pierwszego sklepu. Kupili tam mnóstwo rzeczy. Wydali tylko 15 galeonów.
-Chodźmy do Gringota.-zaproponowała Dora
Jak postanowili tak zrobili.
Za wysokim biurkiem siedział goblin wielkości liliputa. Miał na imię Gryfek.
Zszedł z wysokiego krzesła i zaprowadził ich do skrytki numer siedemset trzydzieści cztery.Wrota otwarł wzrokiem.
Przed nimi pojawiły się wielkie góry złota.
Było tu mnóstwo pucharów, medalionów i innych srebnych i złotych przedmiotów.
-Weźmy trochę sykli i parę galeonów i chodźmy.
-Zapomniałaś że wybieramy się do mugoli. Wiec potrzebne będą też funty.
-Ah no tak.Więc weź i chodźmy.
Spakowali trochę złota i ruszyli do wyjścia.
Na pokątnej spotkali Narcyzę Malfoy

-Zdrajczyni-powiedziała Cyzia i weszła do banku
.-Chodźmy już do tych mugoli!
Przeszli całą ulicę. Minęli murowaną ścianę i wreszcie dotarli do mugolskiego świata.
W sklepach kupili mnóstwo rzeczy.
Deportowali się na Grimmauld Place. 
Tonks opowiedziała wszystko Syriuszowi.
A ten dziwił się że nie powiedziała ani słowa a Lunatyku.
Postanowił nie zaczynać tematu który zazwyczaj prowadził do kłótni.Wtem pojawili się Weasley'owie.
Ginny, Molly i Tonks szykowały mnóstwo potraw. 
Fred i George obmyślali nowe przepisy na bombonierki lesera. 
Pozostali sprzątali.
Tylko Syriusz zapowiedział że jutro będą ubierać choinkę.
Stworek, Harry i Tonks na parterze.
On razem z Remusem w kuchni a reszta na trzecim piętrze.
   Tonks padła na łóżko zaraz po powrocie do domu. Była wykończona całym dniem.
Obudziło ją pohukiwanie sowy. 

Przyniosła list.
Mam do Ciebie pytanie.
Dlaczego mnie unikasz i dlaczego właściwie nie odzywałaś się do mnie?
Stało się coś? Obraziłaś się? Jak tak to przepraszam.
            Remus



Tonks pomyślała że odpowie mu jutro. Zmęczona całym dniem zasnęła z głową pełną marzeń.

________________________________________________________________________________________________________________________________________________


Kolejny rozdział. Mam nadzieje że się spodoba.

Przepraszam za błędy ale bądzcie wyrozumiali. Chodzę dopiero do 6 klasy.~Tonks