21.04.2013

ROZDZIAŁ 13

Rozdział 13/Śledztwo śmiertelnie niebezpieczneZa oknem pełnia księżyca oświetlała świat.
Na Grimmauld Place 12, w salonie na pierwszym piętrze trwała sylwestrowa zabawa. Lusterko dwukierunkowe zaczęło piszczeć. Tonks niechętnie wzięła je do ręki.
-Tonks, musisz natychmiast przyjść do Ministerstwa!-był to Jack Marshall.
-No ale po co-spytała zaspanym głosem-staaaaało się coś?-ziewnęła
-Porwano małe dziecko! Pośpiesz się!-krzyknął i rozłączył się.
Nie mając innego wyjścia ubrała służbowy stój i deportowała się do ministerstwa.
Windą skierowała się na trzecie piętro. Mieściły się tu m.in.Służby administracyjne Wizengamotu, Urząd niewłaściwego użycia czarów i Kwatera główna aurorów.
Po korytarzu biegali różni aurorzy. 
-Jestem-zawołała widząc Jack'a.
-Dłużej się nie dało?-spytał Jack-idź porozmawiaj z tamtą brunetką.
-No dobra już idę-powiedziała kierując się ku ślicznej dziewczynie.
Teraz dopiero zauważyła, że brunetka nie należy do najmłodszych. Na oko miała 39 lat. Płakała.
-Cześć. Jestem Nimfadora Tonks-podała jej rękę-przyszłam porozmawiać.
-Dzień Dobry-niechętnie uścisnęła dłoń-jestem Taylor Corporse. To... to... mój synek Xavier.Bawił się w swoim pokoju.-tłumaczyła nie przestając płakać-poszłam na chwilę do kuchni. A gdy wróciłam... już go nie było.
-Spokojnie. Znajdziemy Xaviera. -uspokajała ją Nimfadora-może go pani opisać?
-Miał sześć lat, niski chłopczyk. Czarne, kręcone włosy. Mam jego zdjęcie-Taylor wyciągnęła małą karteczkę, na której mały chłopiec machał mamie.
-Podejrzewa pani kogoś?
-No tak parę osób. Moją siostrę Gabrielle i jej męża Jefferey'a.-płakała
-A pani mąż, miał jakiś wrogów?-spytała Nimfadora.
-Miał, to pewne. Był aurorem. Zmarł. Wsadził do Azkabanu wielu ludzi.-opowiadała drżącym głosem.
-Sprawdzimy to. Jak się nazywał?
-David Corporse.-łza spłynęła po policzku Taylor.

-Niech się pani nie martwi.Znajdziemy go. Dobranoc-poszła do boksu Jack'a.
Na ścianach było mnóstwo fotografii śmierciożerców. Na samym środku było zdjęcie Bellatrix.
-Mamy dużo podejrzanych. Jej mąż był aurorem. Sprawdź David'a Corporse'a.
-No nieźle. Ja od trzech godzin próbowałem z niej coś wyciągnąć i nic, a ty pięć minut i wiesz wszystko!-powiedział i wyszedł.
Nimfadora postanowiła sprawdzić Gabrielle i Jefferey'a.
Z tego co wiedziała, mieszkali na Viole Avenue we Francji.

Deportowała się na zabrudzonej i ciemnej ulicy. Po lewej stronie majaczyły się zawalone śmietniki, 

po prawej ciągnęły się niskie budynki z cegieł. Tonks poszukała numery 14. Dom miał na parterze 

wybite dwa okna. Zapukała do drzwi. Po chwili otworzyły się i stanęła w nich chuda kobieta z 

potarganymi włosami.

-Czego tu?-zaskrzeczała

-Dobry wieczór- odpowiedziała Nimfadora, krzywiąc się, bo do jej nosa dotarł zapach źle 

przetrawionej whisky.- Chciałabym porozmawiać o pani siostrze.-O tej perfidnej zdrajczyni!?-krzyczała Gabrielle.

-Przepraszam, ale dlaczego pani ją tak nazywa?-spytała Dora, nie ukrywając złości.
-Przez nią zginął człowiek!-krzyczała na całą ulicę
-jak to? Ale ja tu jestem w sprawie Xaviera-powiedziała pokazując jej zdjęcie.-zaginął.
-Nie to niemożliwe... jak to się stało?!-pytała zdenerwowana Gabrielle.
-Bawił się w pokoju. I nagle zniknął. Nie wie pani kto to mógł być?-spytała, i pożałowała swoich słów.
-Ty wredna PÓŁKRWIACZKO! Podejrzewałaś MNIE?! ODEJDŹ ZDRAJCZYNI-zatrzasnęła drzwi.
Tonks była zszokowana. Niby ta cała Gabrie, tak kochała Xaviera, a pomóż nie chce. Dziwne.
Wyszła na opustoszałą ulicę. Prawie w każdym domu grała głośna muzyka. Nagle jej oczom ukazała się straszna scena.
Starsza pani wyrzuciła z domu na ulicę piękną, zapłakaną, młodą dziewczynę! Na rękach miała małe dziecko.
-Wy dziwaczki! Nie pokazujcie mi się tu więcej!
Dora nie mogła na to patrzeć.Ani chwile się nie wahając wycelowała różdżkę w starszą kobietę.
-Niech jej pani da spokój!-zawołała Tonks.
-O mój wielki Boże! Kolejna dziwaczka. Dajcież mi wszyscy święty spokój!-powiedziała i trzasnęła drzwiami.
Nimfadora podbiegła do kobiety, która uspokajała małą dziewczynkę.
-Nic wam nie jest?-spytała wystraszona Dora
-Tak wszystko w porządku.-odpowiedziała szatynka
-Pójdziesz do mnie. Nie mogę cię tak zostawić.
-Ale ja... ja nie chcę do ministerstwa...-płakała
-Nie pójdziemy tam.-powiedziała obejmując ją ramieniem.-Jak się nazywacie?
-Ja jestem Isabelle Vector. A to-wskazała na niemowlę-Natalie Vector.
-Miło mi. Jestem Nimfadora Tonks, ale mów mi Tonks.
-Masz śliczne imię.Chciałabym mieć takie-skomplementowała Isabelle.
-Uwierz nie chciałabyś.-zaśmiała się Dora.-Chodźmy bo się mała przeziębi.
Deportowały się na Grimmauld Place.
-Hej... a gdzie 12?-spytała, a ku jej zdziwieniu pojawiła się dwunastka.
-Wejdź, tylko błagam cicho.-poprosiła Dora.
Wchodząc Tonks szerokim łukiem minęła stojak.
Zaprowadziła nowo poznane dziewczyny do swojej sypialni.
-Śpijcie dobrze. I nic się nie martw-powiedziała uśmiechając się.
-Dziękuje ci bardzo Nimfadoro, za... za wszystko. Gdyby nie ty, to nie wiem co bym zrobiła-po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Nie ma sprawy. Dobranoc.-wyszła.
Zeszła na dół. Chciała porozmawiać z Syriuszem.
Weszła do salonu, w którym trwało przyjęcie.
-Syriuszu, możemy porozmawiać?-spytała Black'a.
-No jasne-odpowiedział i razem poszli do kuchni-o co chodzi?
-Chodzi o taką dziewczynę-opowiedziała mu wszystko. O całej tej dziwnej sprawie-może tu chwilę pomieszkać?
-Tak, nie ma sprawy.Ale gdzie ty będziesz spać?-zmartwił się.
-Mną się nie przejmuj. Prześpię się na kanapie, na drugim piętrze.-próbowała go uspokoić.
-Nimfadoro Vulpeculo Tonks, czyś ty zwariowała?!Nie wyśpisz się-ostrzegał
-Ni nazywaj mnie tak! Przeżyje parę nocy!A zresztą i tak bym nie spała.
-Oj Dora, Dora. Powiem Andromedzie-szantażował Black.
-Tylko spróbuj-zażartowała-leć bo czekają na ciebie.Dobranoc-przytuliła kuzyna i poszła na drugie piętro.
Tak jak przeczuwała, nie zmrużyła oka.  O piątej rano zeszła do kuchni. Zrobiła sobie mocną kawę.
Nadal myślała nad całą tą sprawą Xavier'a. Miała nadzieje, że Jack się czegoś dowiedział.
Z rozmyślań wyrwał ją zgrzyt zamka.Był to Remus. Zdziwiła się po co mu klucze. Przecież drzwi były zawsze otwarte. Mimo to była szczęśliwa, że wrócił.
-Co tak wcześnie? Zwykle nie było cię przez kilka dni.
-Bo zwykle wyjeżdżałem.A teraz miałem Eliksir tojadowy, więc nie było takiej potrzeby.
-Mimo to fajnie, że jesteś-uśmiechnęła się a po chwilę opowiedziała mu o sylwestrowej nocy.
O bliźniakach, o dziewczynie i o śledztwie.
-Zrobić ci kawy?-spytała Dora-ja wypiję jeszcze jedną.
-No możesz zrobić, jeśli to nie kłopot.Znów nie spałaś całą noc?
-Nie no po prostu nie byłam zmęczona-ziewnęła potężnie-masz coś na ból głowy?
-Mam Eliksir Perłowy, powinien pomóc.-podał jej fiolkę.
-Dzięki. Dobra lecę do pracy. -wzięła małą torebkę i włożyła do niej fiolkę.-Zajmijcie się Isabelle.
-No dobrze, ale nie sądzisz że jest trochę za wcześnie na pracę?
-Remus! Ja muszę znaleźć tego chłopca!
-No to leć.Ale w nocy masz spać-zaśmiał się.

Nimfadora wślizgnęła się do sypialni zabrała swoje rzeczy.Mała Natalie uśmiechała się przez sen.
Była najsłodszym dzieckiem na świecie.Dora przebrała się i pognała do pracy. W całym ministerstwie było tylko parę osób.Na szczęście był Jack.
-Mam niezłe wieści. Podejrzewamy tylko dwie osoby. Austin Morano i Samanta Lynch.Oboje znali tą rodzinę. No to kogo chcesz sprawdzić?-spytał Marshall
-Niech będzie ten Austin.-wzięła papiery i poszła do pana Morano.

Austin był miłym chłopakiem. Miał 25 lat.
-Mogę się rozejrzeć?-spytała Dora
-Tak jasne-odpowiedział przyjaznym tonem-Ale naprawdę. Xavier był cudownym dzieckiem. Nigdy bym mu nic nie zrobił.
Tonks otworzyła starą skrzynie. W środku był koc który coś zakrywał. Podniosła koc, a widok strasznie ją wystraszył. Było to ciało małej dziewczynki. Tonks znała to dziecko. To była Juliet.
Uniosła różdżkę.

-Muflono auroy.-wypowiedziała formułkę
Natychmiast pojawili się aurorzy.
Austin próbował się tłumaczyć, ale nikt go nie słuchał. Tonks chciała jak najszybciej opuścić to miejsce.
Juliet była małą przyjaciółką Dory.Kiedyś mieszkały na tej samej ulicy. 
Gdy odeszła od tego domu, poczuła ulgę. Nie mogła opanować jednak łez.
Smutku przybyło jej także w ministerstwie. W sprawie chłopca nic nowego.
Metamorfomag postanowiła porozmawiać z Taylor.
-Na pewno nic pani nie wie?! Nie ma pani więcej podejrzanych?! A może jakiś przyjaciel?-pytała tracąc nadzieje na odnalezienie.
-Właściwie to miałam kiedyś narzeczonego.Popełnił samobójstwo. Jego siostra bardzo to przeżywała. Wiem, że mówił do niej Rosie. Nie wiem od czego to skrót.Chyba od Rosalie Janet.
-To ja sprawdzę. Dziękuje-ruszyła do ministerstwa. 
Opowiedziała wszystko Jack'owi.
Poszli poszukać jakiś informacji w archiwum.

-O jest. Rosalia Janet. 23 lata mieszka w Budapeszcie.-przeczytał urzędnik.
-Jack sprawdzę to.-zapowiedziała i udała się do Kwatery Głównej.
Mała Natalie bawiła się, a jej mama przygotowywała obiad w kuchni.
Remus, Syriusz i Lena bawili się z Naty.
-Nie znacie przypadkiem Rosie Janet?-spytała bez przekonania.
-Rosie?-odezwała się z kuchni Isabelle-Byłam z nią na koloni. Była sierotą. Nie miała nikogo. Rosalinda nikogo nie miała.
-Rosalinda? a nie Rosialia?-spytała Dora.
-Tak Rosalinda Janet.Wiem że mieszka w Londynie na Owl Valley 31*.
-Dziękuje-zawołała i wybiegła.
Po chwili była już na wskazanej ulicy. Zapukała do drzwi. Otwarło jej małe dziecko, podobne do Xaviera.
-Dzie jeśt moja mamusia-spytał.
-Ty jesteś Xavier?-skinął głową-choć wezmę się do mamy.
-Muflono auroy.-zawiadomiła aurorów.

Przybyli po chwili. Zabrali Rosie, a Xaviera oddali Taylor. Tonks musiała się jeszcze rozejrzeć. Weszła na pierwsze piętro. Nagle coś ją uderzyło w głowę. Wszystko zaczęło się kręcić a ona upadła.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

*-Sowia Dolina

Zdjęcie, z Xavierem.

____________________________________________________________________________________________________________Proszę;) Kolejny rozdział;) Mam nadzieje że się spodoba. Dedykuje go wszystkim czarodziejom;)

14.04.2013

ROZDZIAŁ 12

ROZDZIAŁ 12/NIE OBCHODZONE ŚWIĘTO

Za oknem sypał biały puch. Był niczym biała pierzyna. Ogród wyglądał jak istny pałac Królowej Śniegu.
 Na pierwszym planie ośnieżone drzewa, chylące się ku odśnieżonej dróżce.
Przed innymi domami wesołe dzieci lepiły bałwana. Pewna para ochoczo pchała wózek z dzieckiem owiniętym różowym kocykiem.
              W sypialni na Grimmauld Place 12 spała piękna, różowowłosa dziewczyna z mokrymi od łez policzkami.Z dołu słychać było brzdęk talerzy.
Istota powoli przetarła oczy. Nie wstała, lecz sięgnęła po pamiętnik swojej matki.
               

                    ,, Kto książki złośliwie mi kradnie lub psuje,
                      Niech Voldemort go porwie i srodze katuje
                      Kto książki smaruje lub skazy w nich czyni
                     Ten ryj zamiast gęby niech ma na kształt świni
                     Kto karty zagina czy latem czy wiosną
                     Niech uszy mu długie jak osłu wyrosną
                     Kto książki mi łamię i karty wydziera
                    Ten śmiercią najsroższą niech prędko umiera.

                           To jest moja księga!
                               A kto jej krzywdę uczyni niechaj mu

                                        się stanie jako wyżej powiedziane jest
                                                                                 Andromeda Black''


Tonks wiedząc że matka mogła zaczarować pamiętnik, pośpiesznie odłożyła go na półkę.
-Nie mogę tak leżeć-powiedziała i migiem ubrała czyste rzeczy.
Postanowiła zejść do kuchni i napić się kawy. Była bardzo zmęczona.
Schodząc po schodach potknęła się.
-SZLAMY, WILKOŁAKI, PRZESTĘPCY TO PRZEZ TAKICH GINĄ PORZĄDNI LUDZIE!
Reszty obraz matki Syriusza nie dokończył, ponieważ natychmiast zasłonił fo Remus.
-Cześć.-powiedziała trochę smutnym głosem-a gdzie Syriusz?
-A... Syriusz i Lena  są na zakupach a potem będą u Dumbledore'a.
Tonks w duchu modliła się żeby Albus nie powiedział im prawdy.
Minęła go i usiadła na krześle przy brązowym stole. Ślepo wpatrywała się w okno.
Myślami była zupełnie gdzie indziej. Dokładniej na dworze Malfoyów.
-Wiesz... chyba musimy się pożegnać. -powiedział Remus, a Tonks poparzyła na niego zdziwiona-dziś pełnia.
-A no tak. Zapomniałam. Kiedy wrócisz?-spytała wyrwana z rozmyśleń
-Za około trzy dni.-powiedział przyglądając się jej-A ty co taka mizerna? Marnie coś wyglądasz.
-To naprawdę nic takiego.-tego tematu unikała jak ognia
-No mów. Bo sprowadzę Molly. A wtedy nie będziesz miała szans-zażartował.
-No dobrze... Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz.
-O co chodzi?-zachęcił siadając na przeciwko.
-Pięć lat temu dostałam od Albusa tę samą misję.-zaczęła niespokojnie-pamiętam, że tego samego dnia zaręczyłam się z Michaelem Hillem. Tydzień później porwała mnie Bellatrix.-po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, a za nią kolejne-Zabrała mnie na dwór Malfoy'ów. Draco miał 10 lat. Niewiele wiedział. Narcyza, jego matka jako jedyna mnie chroniła. No może nie jedyna bo Dracon też. Ale co wtedy mogło zrobić dziesięcioletnie dziecko? Bella torturowała mnie dwie doby. Z krótkimi przerwami. Na trzeci dzień Michael przyszedł razem ze swoją siostrą Nicole mnie ratować. Nicole była starsza od niego. Długo walczył. Był dzielny do samej śmierci. Greyback zaatakował Hill'a. Nicole krzyczała na mnie, że jestem nieodpowiedzialna, że powinnam zostać zabita. Rozumiałam ją. Bo to przecież była moja wina. Alecto Carrow rzuciła na nią zaklęcie zapomnienia,a Bellatrix zaklęcie Expeliarmus. Zaklęcia, złączyły się i Nicole do dziś jest w śpiączce. Lucjusz zabił Michaela. Fenrir poważnie zranił Malfoy'a... chciał mieć w swoich szeregach kolejną ofiarę. Mnie uratował Moody. Dzięki niemu żyje. Nie każdy jest mu za to wdzięczny. Parę osób wręcz nienawidzi go za to. Rodzina Hill'ów obarcza mnie winą za jego śmierć, a Alasora za uratowanie mnie. -płakała - Zresztą nie tylko oni. A ja boję się że to znów się wydarzy.
   Remus wstał i podszedł do niej. Przytulił ją jak najlepszą przyjaciółkę i starał się ją uspokoić.
-To nie twoja wina.-pocieszał-Kto jeszcze o tym wie?
-Kingsley, Moody,rodzina Nicole, ty i Dumbledore'owie.
-Nie obwiniaj się za tamte wydarzenia.
-dziękuję, Remusie.
-Do zobaczenia- uśmiechnął się ciepło i wyszedł.
Nimfadora poczuła ulgę po tej rozmowie. Widocznie była jej potrzebna.
Cieszyła się, że może pobyć przez chwilę sama. Jej szczęście jednak nie trwało długo.
Po chwili przyszedł Syriusz w towarzystwie Leny. Nieśli wielkie torby z jedzeniem i piciem.
-Tonks, mam nadzieje, że pomożesz nam coś przygotować na wieczór? Myślę, że Stworek nie jest za dobrym kucharzem, więc wole poprosić o pomoc ciebie-mówił Syriusz.
-No pewnie. Idźcie się wysuszyć... Bo przemokliście do ostatniej nitki.-powiedziała a oni szybko wbiegli na piętro.
Nie udali się jednak do któregoś z pomieszczeń, a stanęli w kącie. Było to miejsce w którym było brudno, a wszędzie wiły się pajęczyny. Nikt o zdrowych zmysłach nie zatrzymałby się tu na rozmowe.
-Lena...-syknął
-Czego?-spytała słodkim głosem.
-Pomóż mi zeswatać Nimfę i Remusa.-pierwszy raz nazwał tak Dorę. Od razu pomyślał że będzie ją tak nazywał.
-Co za Nimfę?-zdziwiła się-aaa... że Tonks. A co ty się w elfa miłości bawisz?
-Ćsi...!Musisz mi pomóc!.-prosił ją dlatego, że Lena w 1/4 była elfem miłości.
Elfy te miały wielki dar. Potrafiły swatać ale i kłócić ludzi. Były troszkę podobne do wil, ale były milsze.
-No dobrze już.
-Myślisz że to się uda?-spytał szeptem
-Jasne, a Dumbledore adoptuje Voldemorta-zaśmiała się bezgłośnie
-Więcej optymizmu
Zapewne dalej by się spierali, ale Tonks słysząc ich szepty, postanowiła interweniować.
-Może zamiast tak szeptać, to przebierzcie się i pomóżcie Stworkowi albo chociaż mi! 
-Żywa Andromeda-westchnął Black
-Dokładnie-potwierdziła Lena.

-Dobrali się jak jednorożec z trestalem-westchnęła i wróciła do kuchni.
Nie chciało jej się robić kawy dla wszystkich więc poprosiła skrzata.
Wrócił po paru minutach ze srebrną tacą, na której stały trzy kawy i talerz ciastek.
-Przepraszam za te ciastka, ale pani Dora była taka smutna...Czy mam się ukarać?-zapytał i już chciał zrobić sobie krzywdę.
-NIE Stworku. A co więcej to ty też się poczęstuj.-powiedziała Tonks.
Skrzat kiwnął głową i zabrał dwa ciastka.
   Do wieczora Syriusz i Lena wtajemniczyli w swój plan połowę zakonu.
Noc sylwestrowa zbliżała się wielkimi krokami. Dora nie miała ochoty zostać na wielkim przyjęciu więc uciekła do sypialni. Minutę przed dwunastą wystraszył ją skrzat.
-Pani pozwoli że wprowadzę gości.-powiedział a za nim weszli Fred i George.

Co prawda Tonks nie znała bliźniaków za bardzo, ale jednak kiedyś parę razy się widzieli.
-Co na wielkiego niuchacza tu robicie?-spytała z niedowierzeniem.
-Szlaban-westchnął George
-Mama i wszyscy na dole, a my tu z tobą.-powiadomił drugi rudzielec.
-Jak już jesteście to pewnie macie macie plan, jak nie zanudzić się na śmierć?
-No jasne! Może w Eksplodującego Durnia?-spytał Fred
-Och! Sam jesteś durniem Fred! Może coś mugolskiego?
-Co w końcu?-spytała trochę zniecierpliwiona Dora
-No niech będzie... to co Czarobuly?-spytał George.
-Dobra może być.Zasady są proste. Malujesz różdżką jakiś obraz a pozostali zgadują co to. Ja zaczynam.
Fred narysował szampon o nazwie ,,Black Magic''i przekreślił go czarną  linią.
-Snape-zgadł George
Kolejny bliźniak narysował wielkie koło w bluzie z literą ,,R" 
-Ron-zaśmiała się Tonks. Nie lubiła za bardzo Rona. Wydawał jej się sztywny i zbyt poważny. Ale postanowiła, że nie będzie oceniać, ponieważ rozmawiała z nim raptem dwa razy.
Tonks narysowała Syriusza i Lenę.Postanowiła dać Syriuszowi ten obrazek, w przeprosinach za zniknięcie z wielkiej imprezy.
Bawili się tak dłuższą chwilę. Potem bliźniacy wrócili do siebie.
Leżąc już w łóżku, Tonks zaczęła rozmyślać o swoich relacjach z Weasley'ami. Najbardziej lubiła Charliego i Billa, bliźniacy także wydawali się sympatyczni
Jednak uznała że jej ulubienicą jest Ginny. Ta dziewczyna była wprost super. Zawsze miały tematy do rozmowy. Ginny potrafiła pocieszyć Dorę, jak nikt inny. 
Słyszała głosy dochodzące z dołu. Ostatecznie zasnęła.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________Nie wiem jak wam, ale mi się ten rozdział najmniej podoba... No trudno...
Miłego komentowania!


Pozdrawiam;*

9.04.2013

Rozdział 11

ROZDZIAŁ 11/PROPOZYCJA CZY ROZKAZ

Nimfadora z samego rana zerwała się z łóżka.
Myślała po co Albus Dumbledore,słynny dyrektor Hogwartu chcę spotkać się właśnie z nią.
Nie mogła tak siedzieć bezczynnie,więc na palcach poszła do kuchni.
Postanowiła zrobić naleśniki z nutellą. Na stole postawiła mąkę, mleko, jajka itd.
Wymieszała składniki i łyżkę masy wlała na patelnie.Gdy usmażyła już naleśniki z całej masy,położyła na stole wielki stos naleśników,a obok słoik nutellii.
Do tego zrobiła cztery gorące kawy i pobiegła zbudzić domowników.
Syriusz nie kwapił się by wstać, ale zagroziła że obudzi jego matkę. Słysząc to szybko zbiegł na śniadanie.
O 7.30 wszyscy siedzieli przy kuchennym stole.
Nikt nie szczędził komplementów dla Tonks.
-Nimfadora, o której masz być u dyrektora?-spytała Lena
-O trzynastej-odpowiedziała trochę zmartwiona.
-Dlaczego jak ona-Syriusz wskazał na Lenę-mówi do ciebie Nim...
-Nie mów tak do mnie!-przerwała
-No właśnie o tym mówię!
Wszyscy zaśmiali się.
-Ponieważ, im częściej ją upominam, tym częściej wypowiada to imię.-starała się wypowiedzieć to poważnym tonem.
-Ale zdajesz sobie sprawę, że kiedyś nie będziesz już Tonks, prawda?-spytał
-Nie zamierzam. Są na to wątpliwe szanse-powiedziała upijając łyk kawy.
Black patrzył na nią ze zdziwieniem.
-Nie jestem tego do końca pewien-powiedział cichym głosem, a milczący dotąd Remus patrzył na niego jak na robala.
Nie widząc sensu dłuższej rozmowy, udała się do swojej sypialni.
Ubrała fioletowe rurki i szaro-różową bluzę. Stanęła przed lustrem. Ostatecznie zostawiła turkusowe włosy spięte w luźny kok.
  Gdy tylko wyszła z ciepłego domu, zaczął padać śnieg i powiał mroźny wiatr.Nie miała ochoty na spacer w tak beznadziejną pogodę, więc teleportowała się przed czarną bramę Hogwartu.
Zauważyła chodzącą po błoniach nauczycielkę.
-O! Panna Nimfadora. Miło cię znów widzieć słonko-była to Pomona Sprout.
-Dzień Dobry pani profesor.-powiedziała wesoło.
Pomona znała Dorę od czasów Hogwartu. Była opiekunem Hufflepuffu i zarazem nauczycielką zielarstwa.
-Do dyrektora?-zapytała  Sprout
-Tak. Mogę wejść?-powiedziała po krótkim namyśle.
-Ależ oczywiście-otworzyła bramę.
Gdy szła przez okryte białym puchem błonia powróciły wspomnienia.
Kiedyś pocałowała się tu z Alexem. Tydzień później zdradził ją i zaczął rozpowiadać plotki na jej temat. Utrzymywała z nim kontakt ze względu na Lenę. Panna Redford chodziła z jego bratem. W sumie także zdradził ją z Mariką Michelle. Marika od pewnego czasu przyłączyła się do śmierciożerców, bracia natomiast zginęli z ręki Lucjusza Malfoy'a.
Nie były to najmilsze wspomnienia,więc Tonks przestała o tym myśleć i pobiegła do środka.
Wnętrze zamku było co najmniej piękne.Długi korytarz rozciągał się ku Wielkiej Sali.
Po obu stronach były schody na górne piętra.
Tonks wbiegła na schody prowadzące do gabinetu dyrektora.
Wejścia strzegł gargulec.
-Miętowe ropuchy-powiedziała, a posąg odskoczył w bok ukazując spiralne schody.
Stanęła na pierwszym stopniu a schody automatycznie podjechały w górę.
Przekręciła klamkę i uchyliła drzwi.
Jej oczom ukazało się piękne, koliste pomieszczenie.
Ściany były czerwone. Obok drzwi stała klatka z feniksem Fawkesem.*
Portrety ze ścian prawiły jej komplementy.
-A więc jesteś już? W prawdzie myślałem, że się spóźnisz. No ale usiądź.-wskazał na fotel.
-O co chodzi dyrektorze?
-Wiem, że będzie to dla ciebie wielkie wyzwanie, zwłaszcza po tej tragedii z przed paru lat**. Ale muszę cię prosić o...
-O patrolowanie Hogwartu-dokończyła szeptem zmartwiona Nimfadora.
-Przykro mi, ale myślę że dasz sobie radę.Zaczniesz może od.... hm...po świętach.
-Tak jasne, dam radę.Czy to już wszystko?
-Tak. To do zobaczenia.-powiedział a ona wyszła.
Portrety natychmiast zaczęły kłótnie. Głównym tematem była decyzja Dumbledora.
Obwiniały go o tą prośbę.
   Tonks szła przez ośnieżone Hogsmede ze łzami w oczach.Nie mogła wrócić w takim stanie do kwatery, ponieważ od razu zaczęłyby się pytania. Ona nie chciała opowiadać nikomu o tej sprawie.
Nawet Lena nie miała pojęcia o tej tragedii. Nie była gotowa opowiadać o tym. Mimo upływu pięciu lat, nie pogodziła się z tym.
Ostatecznie postanowiła iść do gospody ,, Pod Świńskim Łbem''.Prowadzona ona była przez Aberforth'a Dumbledore'a. Był on bratem Albusa. On wiedział o tym co się stało.
-Nimfadoro, co cię tu sprowadza? I czemu płaczesz?-spytał z troską.
Opowiedziała mu o misji, którą zlecił jej Albus.
-Na Merlina, po takiej tragedii! Jak on może!-nie krył zdenerwowania.
-Czy... czy mogłabym wynająć na dziś pokój?-spytała
-Wynająć?! Absolutnie! Ty możesz tu spać kiedy tylko chcesz-powiedział
-Dziękuje panu.-powiedziała ocierając łzę.
-Nimfadoro, prosiłem kiedyś, żebyś mówiła mi po imieniu.
-Dobrze-próbowała uśmiechnąć się, niestety bez skutecznie.
-Idź to klucz do pokoju 13-wręczył jej mały, srebrny klucz.
-Dziękuje jeszcze raz.-powiedziała i ruszyła w poszukiwanie właściwego numeru.
Sypialnie nie były ponumerowane po kolei. Koło numeru 12 był 27. Szukała dłuższą chwile. Wreszcie gdy znalazła, otworzyła drzwi.
Był to ten sam pokój, jak ten w którym kiedyś musiała zamieszkać. Nigdy nie zapomniała jak spóźniła się na pociąg do domu na święta. Spędziła wigilię z Dumbledore'ami. Aberforth zajął się nią jak młodszą siostrą.
Ściany były w jej ulubionym fioletowym kolorze. Pod oknem stało piękne, duże łoże. Zamknęła drzwi i położyła się. Zażyła eliksir usypiający i zasnęła.
Gdy obudziła się, powitał ją dzień. Czuła się znacznie lepiej. Ubrana zeszła na dół. Oddała mu klucze dziękując.
-Jak coś to wracaj-powiedział
-Dzięki naprawdę. Do zobaczenia-pomachała ręką i znikła za drzwiami.
Na ulicy był ogromny tłok. Nie widząc innego wyjścia, teleportowała się.
  Pojawiła się przed domami 11 i 13.
,,Kwatera Główna zakonu Feniksa znajduje się w Londynie przy Grimmauld Place 12 ''
Przed nią,  znikąd pojawił się budynek. Niewiele myśląc weszła do środka. Tym jednak razem nie przewróciła stojaka, budząc zdziwienie Leny.
-Wszystko w porządku?-spytała panna Redford
-Tak.-skłamała-a gdzie Syriusz i Remus?
-Grają w szachy chodź.-pociągła ją za sobą.
W salonie, przy stole dwójka przyjaciół rozgrywała partię szachów czarodziei.
Syriusz był wyraźnie zdenerwowany tą grą. No cóż ... szczerze mówiąc przegrywał.
-Dora! Na miłość Boską gdzieś ty była całą noc i czemu jesteś smutna?. Do Hipogryfa wielkiego!-krzyczał Black
-Spałam w gospodzie u Aberfortha.-odpowiedziała pomijając drugie pytanie.
-A czemu jesteś smutna?-zapytał tym razem Remus.
W tej chwili zjawił się zakon. Poczuła ulgę. Nie musiała się tłumaczyć Remusowi.
Jej szczęście zbyt długo nie trwało, gdyż Kingsley poprosił ją o rozmowę.
-Słyszałem już o misji Albusa. Jeśli będziesz miała dość, albo nie dasz sobie rady to powiedz. Wtedy ja się tym zajmę.
-No dobra. Ale myślę, że czas o tym zapomnieć.-odpowiedziała i poszła na posiedzenie.
Chwilę później przyszedł Shackelbolt.
Żałowała że wróciła na posiedzenie, ponieważ Moody pytał ją :
-W porządku Tonks?-Wszyscy zastanawiali się o co chodzi. Po czym na nowo zaczynał monolog.
Dora nie wytrzymała do końca posiedzenia i poszła do sypialni.Drzwi zamknęła na klucz i zasnęła zupełnie bez eliksiru.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
*-niewiem jaki dokładny był gabinet, więc trochę zmyśliłam
**-rozwiązanie w następnym wpisie.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________No cóż... sprawdzian nawet łatwy (jak dla mnie).
Najlepiej pisało się list polecający jakąś ciekawą książkę. Ja oczywiście o Harrym;) A dokładnie Zakonie Feniksa.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba.

A no i oczywiście reklamuje stronę na Facebooku:
http://www.facebook.com/pages/Cruciatus-Z-mi%C5%82%C4%85-ch%C4%99ci%C4%85/457265611001668


To na tyle. Miłego czytania;)

1.04.2013

Rozdział 10

ROZDZIAŁ 10/DOBRE WIEŚCI

Wieczorem otworzyła oczy. Przez moment zastanawiała się gdzie jest.Zielona ściana,biała podłoga, niebieski sufit. To nadawało pomieszczeniu chłodny wygląd.
Była to sypialnia Andromedy.
Nimfadora przypomniała sobie sen.
Był bardzo realistyczny. Dwójka dorosłych ludzi mieszkała w pięknym, białym domu nad jeziorem. Obok domu rósł bujnie las. Mały chłopiec wraz z młodszą dziewczynką bawił się w piaskownicy. Kudłaty pies rasy  
 Alaskan Malamute biegał po ogrodzie z czerwonymi różami.Widać było, że są rodziną i są bardzo szczęśliwi.
Tyle pamiętała. Wyskoczyła z łóżka i migiem zbiegła do kuchni.
-Nimfadoro, nie dam rady iść na spacer. Mam gorączkę-zawołała słabym głosem Lena, która leżała na kanapie w salonie.
-Ja zostanę z Leną. -zapowiedział Syriusz-ale wy idźcie.
Nie widząc wyjścia Remus i Tonks wyszli na spacer z Carmelkiem.
-Może pójdziemy na czekoladę?-zaproponował Lupin
-Bardzo chętnie-odpowiedziała i razem pchnęli pierwsze drzwi po lewej stronie.
W środku było bardzo...ee...różowo. Gdzieniegdzie wisiały gałązki jemioły.
Zamówili czekoladę z bitą śmietaną.
-Myślisz, że Syriusz i Lena...-zaczęła-no e... wiesz...
-Że zakochani? Nie wykluczone. ładnie wyglądają nie?-Tonks tylko skinęła głową.
Gdy wypili już swoje czekolady, Tonks zaproponowała powrót do domu.
W czasie drogi, rozmawiali o Lenie i Blacku.
W tym samym czasie oni rozmawiali o Remusie i Dorze.
Ogromnym zdziwieniem było to, że Stworek chce pomóc Blackowi i pannie Redford, bez najmniejszego sprzeciwu. BA! Nawet sam zaoferował swoją pomoc.
Spacerowicze wrócili gdy Lena siedziała w objęciach Łapy.
Nimfadora zaśmiała się i poszła do sypialni Dromedy.
Mimo późnej pory nie mogła zasnąć. Połowa księżyca przypominała o zbliżającej się pełni.
Postanowiła iść do kuchni.Zastała tam Remusa.
-Też nie możesz spać?-spytała go
-No tak jakoś wyszło.-odpowiedział.
-Co czytasz?
-,,Śladami wilków'' muszę to przetłumaczyć.
-Aha.-odpowiedziała
-Idź spać. Już późno-poprosił.
Zaprowadził ją do sypialni.Okrył ją kocem.
-Remus... jesteś dla mnie najlepszym przyjacielem.-powiedziała i zamknęła oczy.
Jego kroki ucichły, a ona zasnęła.

Rano obudziły ją wrzaski Walburgii Black.
-Stara jędza-pomyślała Tonks.
Ubrała się szybko i zeszła uciszyć portret.
-Zamknij się w końcu!-wrzasnęła.
Zdziwiona pani Black zamilkła.
Syriusz korzystając z okazji zasunął zasłonę.
Rozległo się pukanie. Nimfadora i Lena podbiegły do drzwi.
-O Merlinie!!!-powiedziały razem przyjaciółki-Lisa co ty tu robisz?!
-No i co się tak dziwicie. Przyszłam dać wam zaproszenia na mój ślub-oznajmiła siostra Leny
-Siostrzyczko, bardzo się cieszę-powiedziała Lena.
Obie były bliźniaczkami. Mimo to Lisa była blondynką, a Lena brunetką.
-No ale z kim?-spytała Nimfadora.
-Z Thomasem Lettin.
Thomas był chłopakiem Leny z Hogwartu. Na szczęście brunetka dobrze ukrywała swoje emocje.
-To świetnie-powiedziała.
-Przyjdźcie z osobami towarzyszącymi.-nakazała z wyższością.
Podała im koperty i odeszła.

~Mamy zaszczyt zaprosić szanowną koleżankę Nimfadorę Tonks, 

            Wraz z osobą towarzyszącą, na ślub i wesele
 LISY REDFORD i THOMASA LETTIN
 które odbędzie się 20 kwietnia o godz. 15.20.
~~Państwo młodzi~~
Nazajutrz malutka sówka przyniosła ,,Proroka Codziennego.
                                          SYRIUSZ BLACK-UNIEWINNIONY
Głosił nagłówek z pierwszej strony.
Nie mogła w to uwierzyć.
Natychmiast pobiegła do salonu, w którym wszyscy grali w eksplodującego durnia.
-Prorok mówi że Syriusz jest niewinny!!!-zawołała.
Black uznał to za żart. Tonks podała mu pismo.
Po godzinie zjawił się cały zakon. Dumbledore poprosił Syriusza na osobności.
-Syriuszu-zaczął zdecydowanym głosem-Knot użył kamienia wskrzeszenia do odżywienia Lily i Jamesa.
Opowiedzieli mu kto naprawdę był ich strażnikiem. Mam dla Ciebie parę listów z przeprosinami i gratulacjami od różnych czarodziei. Następnym razem przyniosę resztę.-wręczył mu stos kopert.
Gdy zakon rozszedł się do swoich domów,Black wziął listy i zaczął czytać.
Jego uwagę przykuło proste pismo Knota.
Postanowił że ten list przeczyta sam i schował go do kieszeni.
-Syriusz! -rozległ się głos Leny-to znaczy ze pójdziesz ze mną na ten ślub?
-Tak-powiedział zerkając na Remusa- oczywiście.
Lena zawiesiła mu się na szyi i pocałowali się.
-Uau...-mruknęła Tonks, a Remus zaśmiał się.
-No no no! Gratulację-powiedział do Łapy.
Syriusz w odpowiedzi zaśmiał się.
-A ty z kim idziesz-spytał Dory, gdy zostali sami.
-Sama nie wiem. Remus się nie zgodził. Wymigał się opowieścią o wilkołakach.-odpowiedziała przygnębiona.
-Nadal chcesz-stwierdził bardziej niż zapytał.
-Syriusz, skoro znasz odpowiedz to nie pytaj-odparła i poszła do siebie.
Łapa natychmiast wbiegł do gabinetu Lupina.
-Co ty wyprawiasz-zawołał
-Właśnie tłumaczę książkę, a ty?-mruknął spokojnie.
-Świetnie wiesz o co pytam!-krzyczał
-Łapo, spokojnie mi wytłumacz o co, bo nie mam pojęcia.-powiedział
-Dobra-zaczął spokojniejszym tonem- a więc objaśnij mi-kontynuował-dlaczego nie chcesz iść z Nimfadorą na ten ślub?Bo to że jesteś wilkołakiem, nie zmienia faktu że tylko w pełnie. Wtedy nie ma pełni-dokończył widząc że Lupin chce wtrącić swoją wersję.
-Pomyśl jak to będzie wyglądać. Młoda, piękna dziewczyna i stary, biedny wilkołak.To jest po prostu komiczne! Piękna i Bestia normalnie-ledwo nad sobą panował.
-Idziecie jako przyjaciele a nie para-powiadomił-a skąd będą wiedzieć że jesteś kim jesteś?!
-Sam nie wiem. Zastanowie się.-chciał skończyć rozmowę.
-Remus!-zdenerwował się Black.
-Ona na pewno nie chce iść ze mną-powiedział dobitnie.
-Chce. i pójdziesz.
Chcąc, nie chcąc musiał się zgodzić.
Black natychmiast pobiegł do Dory.Opowiedział jej wszystko.
-Dziękuje-powiedziała i przytuliła kuzyna.
Nagle zauważyła patronusa. Był on pięknym Feniksem.
-Nimfadoro, zgłoś się do mnie jutro o 13.00. Przyjdź sama.-był to Albus Dumbledore.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Kolejny. Następny dopiero ok. 10 kwietnia. Narazie mam sprawdzian szóstoklasisty... koszmar...
Jak nie zdam na min.23pkt idę do Minerwy spytać gdzie mój list z Hogwartu... ja wolę zaliczać SUMY...