25.03.2013

Rozdział 9

        ROZDZIAŁ 9/Spacer o północy

W trakcie gdy Remus wraz ze szklanką wody był w kuchni, Tonks przeglądała jego bogatą bibliotekę.Gdy wyciągnęła jedną ze starych książek, wypadł z niej kawałek pergaminu ze zdjęciem wyciętym z ,,Proroka Codziennego''.
   Była na nim piękna blondynka o słowiańskiej urodzie.Jej długie, falujace do pasa włosy rozwiewał wiatr. Miała na sobie lazurową długą suknie z białym paskiem. Koło niej stał na oko piętnastoletni chłopak. Czarny garnitur idealnie współgrał z błękitnym krawatem.Widać było, że są w sobie zakochani.
   Wtem do pokoju wszedł Remus. Dziewczyna ze strachu upuściła owe zdjęcie. Natychmiast je podniosła i podeszła do przyjaciela.

-Remusie-zaczęła niepewnie-kto to?
-A to jest - zawahał się-była dziewczyna z Hogwartu. Miała na imię Olivia.
-Bardzo ładna-skomplementowała. A ten obok to ... ty?-spytała.
-Tak. Ona... zginęła. 
-Co się z nią stało?-zaczęła spokojnie.
-Zabił ją Greyback. Po prostu przed wakacjami zerwała ze mną. Dowiedziała się, że jestem wilkołakiem.Rozumiałem ją. Następnego dnia jej koleżanka Dakota powiedziała, że to mnie pewnie rani, a ona opowiedziała, że to nie może mieć uczuć. Stał za nią Greyback. Krzyczałem żeby uciekły, ale posłuchała tylko Dakota. Olivia stwierdziła, że nie posłucha futrzaka.No i wtedy rozszarpał ją.
Nimfadora zauważyła łzę na jego policzku.
-Przepraszam nie powinnam pytać.-tłumaczyła się.
-Nie, nawet dobrze że spytałaś. Wiedziała o tym tylko Lily Potter. Mama Harry'ego rozumiała mnie.
-Remus wybacz, ale muszę jeszcze odwiedzić Lenę.
-Pozwól że zapytam-kontynuował- kto to Lena?
-Głupia jestem. Nie powiedziałam ci. Ostatnio do zakonu doszła Lena Redford. Moja przyjaciółka. Jest projektantką ogrodów. Poznałam ją w ostatniej klasie Hogwartu.
-No to leć.Czekamy z kolacją do 2o.1o.
-Będę na pewno. Pa!
Na dole pożegnała się z Syriuszem i Stworkiem. Zaraz po wyjściu, deportowała się do panny Redford.
-Lena! Jak się czujesz?-spytała wzruszona.
-No w sumie-a psik-tylko katar-a psik.
-Miło.-opowiedziała jej całą historię paru dni.- No dziś też wychodzimy.
-Super-a psik-ale on jest wilkołakiem.
-O jej. Wilkołakiem jest tylko w pełnie!
-To po jutrze-powiedziała.
-Ale nie dziś!
-Nimfadoro Tonks-a psik-czy ty się nie zakochałaś?
-Że co!?-krzyknęła-Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Mogę cię o coś prosić?
-No pewnie.-odpowiedziała -Co takiego?
-Chodź, pójdziesz że mną do Blacka.-zaproponowała.
      Lena nie zdążyła odpowiedzieć, bo już były w mieszkaniu Dory.
Różowowłosa pobiegła umyć włosy. Gdy wróciła, na łóżku leżały idealnie dopasowane ubrania.
-Dziękuje!Kochana jesteś-rzekła do Leny.
Ubrała zielone rurki, fioletowy sweterek i granatowe buty na koturnie.
-Może pokombinujemy z fryzurą?-spytała z nadzieją Lena.
-No... dobrze-zgodziła się.
Stanęła przed lustrem i zaczęła zabawę z fryzurą.
Najpierw były białe jak gryka, potem w kolorze popiołu. Blond nie pasował, a czarny kok był jak ulał.
W końcu pojawiły się na ulicy Grimmauld Place.
Kwatera główna zakonu feniksa znajduje się przy Grimmauld Place 12 w Londynie.-pomyślały, a przed nimi wyrósł potężny budynek.Biegiem weszły do środka.
Tonks tradycyjnie przewróciła stojak.
-Czy to zawsze musi tu- zaczęła krzyczeć ale reszta słów została zagłuszona.
-WREDNE SZLAMY, WILKOŁAKI, ZDRAJCY KRWI,PRZESTĘPCY W TYM DOMU-krzyczała do momentu aż Syriusz zakrył obraz seledynową zasłoną.
-Słyszeliśmy że przyszłaś-powiedział z uśmiechem Syriusz-O Lena. Miło cię widzieć. Kiedy byłaś tu ostatni raz?
-Początkiem listopada.
-Ślicznie wyglądacie-rzekł Remus ukradkiem patrząc na Dorę.
-Po prostu zjawiskowo-dopowiedział Łapa.
Po trzydziestu minutach przybył cały zakon.
Wszyscy komplementowali wygląd dwóch pięknych dziewczyn.
Szalonooki Moody zaczął swój długi monolog. Następnie Kingsley czytał swój raport o Alecto Carrow.
- Tonks, co teraz robicie w biurze z Hestią?
-Yyy...-prawie spadła z krzesła śledzimy Amy Grefings, podejrzana o porwanie sześciolatka.
-Zaczęłyście już raport?-spytał
-Tak, zajął trzy strony wąskiego pisma Dory.-wtrąciła panna Jones.
-Macie jakiąś zmianę o 15.2o w czwartek?
-Ja tak. Wymieniłam się z tą Elishabett Linnsey.-odpowiedziała Dora.
-Za dużo pracujesz.-stwierdził Alastor.
- Nie no coś ty-odpowiedziała sarkastycznie.
Właśnie na naradę wszedł Roberto z synem Maxem.
-Przepraszam, Berta jest chora.
-Tatusiu... czy ten pan jest w ciąży?-wskazał na Moody'ego.
-O Szalonooki... nie wiedziałam. Mogę być matką chrzestną-spytała Tonks, a wszyscy zaczęli się śmiać.
-Jeszcze słowo a uduszę-warknął Alastor.
Gdy posiedzenie dobiegło końca. Lena i Nimfadora zaparzyły 4 czekolady.
Podały je sobie, Remusowi i Syriuszowi.
-Pyszne-mruknął Black-Śpicie dziś tutaj?
-Ja nie tutaj, ale u Andromedy, a Lena u Bellatrix.
-Nie chce robić kłopotu-zaczęła Redford
- Żaden kłopot.-odpowiedział Syriusz.
Była 22.3o.Dziewczyny poszły do tymczasowej sypialni panny Redford
Punkt dwunasta deportowała się nad jezioro.Remus juz czekał.
Na powitanie trafiła go śnieżką.
-Bo będziesz chora-ostrzegł ją Lupin.
Przytuliła go i spacerowali razem wzdłuż lodu.  W końcu, siedząc na ławce pocałowali się.
-Ja przepraszam.-tłumaczyła się Dora-Nie powinnam.
-Nie... to moja wina. Przepraszam.
-Swoją drogą... nieźle całujesz.-zaśmiała się.
Zbliżała się druga w nocy.Bohaterowie wrócili do kwatery.
-Lena-weszła do sypialni przyjaciółki budząc ją.-było cudnie. Dobranoc.
-Branoc-rzuciła sennie.
     Remus siedział w kuchni.
-Czemu nie śpisz?-spytał Syriusz, który przechodził obok.
-Własnie idę.-odpowiedział i wbiegł na górę.
Jednak zamiast do swojej, wszedł do sypialni Nimfadory
Zauważył że zasnęła z książką. Odłożył ją na półkę. Przykrył i pogłaskał Dorę, która miała znów różowe włosy i niewinną, dziecięcą twarzyczkę.
Po chwili pocałował ją w policzek.
Gdy wychodził, zauważył go Black.
-Co tam robiłeś?
-Zauważyłem że zasnęła z książką, więc odłożyłem ją.
-Aha... i przykryłeś i pocałowałeś...Zakochałeś się!-krzyknął niemal.
-Nie!-powiedział stanowczo.
-Zeswatać was?-spytał .
-Łapa jeśli będę chciał żebyś mnie zeswatał z którąś kuzynką, na pewno ci o tym powiem.Sam nic nie rób!
-Zastanówmy się-westchnął-nie.
Lupin nie widząc wyboru poszedł do siebie.
Syriusz mruknął ,, i tak was zeswatam''i także odszedł.
    Następnego dnia, gdy Nimfadora wstała, ubrała szlafrok, poszła zrobić śniadanie.
Przygotowała tosty z serem i herbatę.
-Dziękuje skarbie-powiedziała Lena wchodząc do kuchni.
Moment później wszyscy siedzieli przy stole.
-Potem możemy iść na spacer z Syriuszem. Dumbledore się zgodził tyle że z psem.-uśmiechnęła się.
Po śniadaniu poszła na górę poczytać książkę. Była bardzo nie wyspana.
,,Gdyby nie to że pewnego marcowego poranka padał deszcz, całe życie Joanny Striling potoczyłoby się inną koleją(...)''*
Tyle zdążyła przeczytać zanim pokonał ją sen.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
*-fragment książki ,, Błękitny Zamek'' autorstwa Lucy Maud Montgomery.
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ Mam nadzieje że się spodoba, Przepraszam za błędy i mam prośbę.
Tych którzy czytają moją historię proszę o komentowanie. Zostawiajcie też linki do swoich blogów. Na pewno przeczytam i skomentuje.

16.03.2013

Rozdział 8

Rozdział 8/Ubieramy, rozmawiamy

Następny dzień zapowiadał się cudownie. 
Dziś była Wigilia.Młoda czarownica właśnie wstała. Dziś postanowiła od razu pójść do Syriusza. Deportowała się do rezydencji Blacków, a tam usłyszała krzyk kochanego obrazu.
-Cześć-zawołała
-Wejdź do kuchni.-powiedział głos z salonu.
Po chwili do kuchni weszli Syriusz i Remus. 
Lupin postanowił posprzątać na górze.Black i Tonks zostali sami.
-Jest sprawa...a mianowicie będziesz ubierać choinkę ze Stworkiem i Remusem.
-A dlaczego tak?-spytała.
Okazało się, że skrzat też chciał ubierać choinkę ale razem z Remusem i Nimfadorą.
Czarownica w duchu była szczęśliwa, ale udawała, że jest jej to obojętne.
-No w sumie może być.-powiedziała bez entuzjazmu.
Gdy Stworek i Remus wrócili, zabrali się za strojenie drzewka. Młody, potężny świerk w donicy, sprawił im wiele radości.
Wygłupiali się z magicznymi łańcuchami i lampkami. 
Kilka bombek zostało zbitych.
-Jest śliczna-skomentowała Dora.
-Tak. Dzięki tobie i Stworkowi-wskazał na skrzata.
Stworkowi sprawiło to wiele radości.
Skrzat od pewnego czasu bardzo się zmienił. 
Można rzec że stał się przyjacielem Nimfadory. Gdy wszyscy  już wykonali swoje zadania, gdy zaświeciła pierwsza gwiazdka, łamiąc się opłatkiem, życzyli sobie wiele dobrego.
-No i żebyś znalazła księcia na białym jednorożcu-wyśmiewał się Syriusz
.-Żeby panna była bardzo szczęśliwa-pożyczył skrzat
.-A tobie Stworku żeby wszystko o czym marzysz spełniło się.
Remus w trakcie składania życzeń powiedział:
-Masz ochotę pójść po tym wszystkim na spacer?-nieśmiało spytał.
-Tak. Z chęcią-odpowiedziała.
Po kolacji odbyło się rozpakowywanie prezentów.
Nimfadora dostała zieloną sukienkę (od Ginny), książkę(od Hermiony) i nową miotłę.
Gdy wszyscy rozeszli się do przydzielonych sypialni, Remus i Tonks wybrali się na spacer.
Wychodząc nie zauważyli Syriusza siedzącego w oknie.Poszli do parku. Dziś przystrojony był milionem światełek.
Usiedli na jednej z ławek. Rozmawiali o wszystkim.
Następnie udali się nad zamarznięte jezioro. Tonks rzuciła śnieżką w Remusa i tak rozpoczęła się wielka wojna śniegowa.
Dziewczyna wpadła do wielkiej zaspy. Remus próbując ją ratować, także w nią wpadł. Leżeli tak z parę minut, rozmawiali i wpatrywali się w gwiazdy.
-Wiesz-powiedziała, gdy zaczęli się do siebie zbliżać-powinniśmy chyba wracać.
-No tak masz rację-powiedział Remus w duchu nie zadowolony-mam pytanie.
-Jakie?-spytała, patrząc mu w oczy.
-Może spotkamy się jutro o północy nad jeziorem?
-Jesteś niemożliwy-zaśmiała się-oczywiście a do której będziemy spacerować?
-A do której byś chciała?
-Nawet do rana-powiedziała mu do ucha i oboje uśmiechnęli się.
Dalszą drogę przebyli przytuleni do siebie.
Syriusz, siedząc z nosem przy szybie, wyczekiwał ich powrotu. Gdy zobaczył ich przytulonych uśmiechnął się.
Gdy weszli, udawał że śpi.
Remus i Dora postanowili iść do pokoju na trzecim piętrze.
 Weszli do ciemnego, zakurzonego pomieszczenia. 
Remus zapalił świece na stoliku przy czerwonej sofie ze skóry.Po lewej stronie, w kominku tańczył pomarańczowy płomień.
Czarodziejka siedziała skulona u brzegu kanapy.
-Jesteś głodna?-spytał
-Troszkę tak.
-Zaczekaj tu-powiedział-zaraz wrócę.
Wrócił po 1O minutach. Trzymał srebrną tacę.
-Proszę-podał tacę-to dla ciebie.
-Dziękuje-rzekła- Syriusz opowiadał mi że grałeś na gitarze, prawda?
-Tak..-zawahał się-ale już zapomniałem.
-Moja mama Andromeda też grała.
Wpatrywali się w ogień.Remus zauważył że Tonks drży z zimna.
Wyszedł a po chwili powrócił z niebieskim kocem.
Okrył ją.
-Już lepiej?
-Tak-powiedziała-ale nie musisz być aż tak miły.
-Ale chcę... naprawdę.
-A tobie nie jest zimno?-zadała pytanie-widzę że tak-zaśmiała się.
-Przeżyje- również się zaśmiał.
-Ej no nie wygłupiaj się-powiedziała poważnym tonem-przecież nie możesz być chory.
Po chwili wstała i okryła się kocem razem z Remusem.
Siedzieli tak do późna.
Rozmawiali o swoich zainteresowaniach . Było im tak dobrze. 
Jednak oboje wiedzieli że to nie wypali.
-Remusie?
-Tak?
-A w sumie nic. Zastanawiałam się czy śpisz już
-Zasnę dopiero jak ty zaśniesz.
-No to będziemy mieć bezsenną noc.-zaśmiała się.
Remus uwielbiał jej śmiech. Był taki dziewczęcy i słodki.
Gdy Lupin uznał że zasnęła szepnął jej do ucha:
-Kocham cię mała. Jak najlepszą przyjaciółkę
.-Wiem.-opowiedziała wywołując zdziwienie na twarzy Remusa- Ja ciebie też.
Wtuleni w siebie zasnęli. Rano obudziło ich donośne pukanie. 
Lunatyk wstał i poszedł otworzyć drzwi.
-O.-Szepnął Syriusz-A ty gdzie spałeś?
-Tam -wskazał fotel.-Zejdziecie na śniadanie?
-Muszę dokończyć raport.
-A ja źle się czuje-dopowiedziała Dora.
-Dobra ale jak będziecie głodni to przyjdźcie.
Gdy Black wyszedł, Tonks zaśmiała się.
-Tak jasne na fotelu. Tylko takim podłużnym-wyśmiewała się.
-Ty nie lepsza.-dogryzł-źle się czuje-powiedział naśladując głos.
-No przynajmniej jesteśmy razem.-powiedziała i pocałowała go w policzek.
-Ale wieczór nadal aktualny?
-Tak o ile nie zaczniesz mnie unikać-znów wybuchła śmiechem.
Zszedł na dół po wodę dla Nimfadory. Na parterze zaczepił go Syriusz.
-Jak ją zranisz to...
-Uspokój się!-przerwał- Jesteśmy tylko przyjaciółmi..
-Oczywiście.-zatwierdził Syriusz.
***---------------------------------------------------------------------------------***
Kolejna notka;)
Mam nadzieje że się spodoba.
Z dedykacją dla wszystkich czytelników.

12.03.2013

Rozdział 7

        Rozdział 7/Świąteczne Sensacje


Zimowe popołudnie było bardzo mroźne.
Nimfadora grzała się przy kominku. Była w salonie.Pomarańczowe ściany, nadawały efekt ciepła.W kominku ogień wesoło zatańczył i pojawił się zielony ogień.Wychyliła się z niego głowa Syriusza.

-Moja droga,użyj proszku Fiuu i przybądź jak najwcześniej.
Ledwie skończył i już go nie było.
Podbiegła do wielkiej, starej, dębowej szafy, która przypominała szafę z Narni.
Z Narnii pochodzili jej dziadkowie od strony ojca. Nie byli czarodziejami, ale ich szanowali.
Także mieli do czynienia z magią.  
Dziewczyna włożyła pomarańczowe rurki i czarną bluzkę.
Na to włożyła czerwony płaszcz.Wyglądała ślicznie. Zmieniła także fryzurę.Był to ciemny, brązowy wysoko upięty kok.
Gdzieniegdzie wisiały asymetryczne pasma włosów, podkreślając trójkątną twarz.
Sięgła do wysoko położonej szkatuły wzięła garść proszku. Weszła do kominka

.- Grimmauld Place 12-powiedziała a zielony ogień zaharcował wesoło.
Zjawiła się w starej, ciemnej bibliotece.
Jej piękny strój był zakurzony.
-Chłoczyść-powiedziała próbując pozbyć się kurzu.
Wielkie regały dumnie piętrzyły się ku sufitowi.
Na każdej półce było z tysiąc książek.
Wtem, z hukiem otwarły się drzwi a w nich stał Remus.
-O cześć-powiedział-Nimfadoro.
-Nie mów do mnie-przerwała mu
-Tak wiem TONKS-powiedział z naciskiem na ostatnie słowo-pośpiesz się,bo Łapa czeka.
Zeszli na dół. Powitał ich Stworek.
W kuchni <<Co dziwne>> było bardzo czysto.
-Na brodę Merlina... Co się tu stało?- zapytała ale nikt nie odpowiedział.
-Moja kochana...A to Stworek posprzątał -powiedział zachwalając Stworka po raz pierwszy.
-Podziękuje mu później.A po co miałam przyjść?-spytała
-Jak to po co?! Jutro Wigilia więc trzeba zrobić zakupy.-oznajmił Syriusz
-Dobrze, więc co mam kupić?
-Myślę-podrapał się po brodzie- że Remus pójdzie z tobą. Najpierw pójdziecie na pokątną a potem do Gringota.Na sam koniec do mugoli.
-No dobrze.Więc co mamy kupić?

-Proszę-powiedział-oto lista rzeczy do kupienia
.-No więc chodźmy.-ponaglił Remus
.-Ah i jeszcze jedno Nimfadoro- powiedział- ładnie wyglądasz
.-Dziękuje-zaśmiała się.Wyszli z domu. Postanowili iść na nogach.
Spotkali wiele czarodzieji i zwierząt. 
Nimfadora pomyślała ze to animagowie.
Po długiej wędrówce, zdecydowali że deportują się.
Remus zauważył świstoklik.
Rozpoznał go po tym że był tam napis GPC.
Dotknęli go i znaleźli się przed murowaną ścianą.
Lupin zastukał różdżką w odpowiednią cegłę, a przed nimi ukazała się rozległa, szeroka Ulica Pokątna z trylionem sklepów.
Wszystkie sklepy przyodziane były w świąteczne ozdoby.
-Jejku, jak tu pięknie-chwaliła Tonks.

-Tak to prawda-rozglądnął się i uśmiechnął-To co idziemy?
Pokiwała znacząco głową.Weszli do pierwszego sklepu. Kupili tam mnóstwo rzeczy. Wydali tylko 15 galeonów.
-Chodźmy do Gringota.-zaproponowała Dora
Jak postanowili tak zrobili.
Za wysokim biurkiem siedział goblin wielkości liliputa. Miał na imię Gryfek.
Zszedł z wysokiego krzesła i zaprowadził ich do skrytki numer siedemset trzydzieści cztery.Wrota otwarł wzrokiem.
Przed nimi pojawiły się wielkie góry złota.
Było tu mnóstwo pucharów, medalionów i innych srebnych i złotych przedmiotów.
-Weźmy trochę sykli i parę galeonów i chodźmy.
-Zapomniałaś że wybieramy się do mugoli. Wiec potrzebne będą też funty.
-Ah no tak.Więc weź i chodźmy.
Spakowali trochę złota i ruszyli do wyjścia.
Na pokątnej spotkali Narcyzę Malfoy

-Zdrajczyni-powiedziała Cyzia i weszła do banku
.-Chodźmy już do tych mugoli!
Przeszli całą ulicę. Minęli murowaną ścianę i wreszcie dotarli do mugolskiego świata.
W sklepach kupili mnóstwo rzeczy.
Deportowali się na Grimmauld Place. 
Tonks opowiedziała wszystko Syriuszowi.
A ten dziwił się że nie powiedziała ani słowa a Lunatyku.
Postanowił nie zaczynać tematu który zazwyczaj prowadził do kłótni.Wtem pojawili się Weasley'owie.
Ginny, Molly i Tonks szykowały mnóstwo potraw. 
Fred i George obmyślali nowe przepisy na bombonierki lesera. 
Pozostali sprzątali.
Tylko Syriusz zapowiedział że jutro będą ubierać choinkę.
Stworek, Harry i Tonks na parterze.
On razem z Remusem w kuchni a reszta na trzecim piętrze.
   Tonks padła na łóżko zaraz po powrocie do domu. Była wykończona całym dniem.
Obudziło ją pohukiwanie sowy. 

Przyniosła list.
Mam do Ciebie pytanie.
Dlaczego mnie unikasz i dlaczego właściwie nie odzywałaś się do mnie?
Stało się coś? Obraziłaś się? Jak tak to przepraszam.
            Remus



Tonks pomyślała że odpowie mu jutro. Zmęczona całym dniem zasnęła z głową pełną marzeń.

________________________________________________________________________________________________________________________________________________


Kolejny rozdział. Mam nadzieje że się spodoba.

Przepraszam za błędy ale bądzcie wyrozumiali. Chodzę dopiero do 6 klasy.~Tonks

5.03.2013

Rozdział 6

Rozdział 6/Wielkie Fanaberie Łapy

Przez okno do sypialni, wleciało mnóstwo promieni.
Gałęzie starego,wielkiego dębu, biły rytmicznie o szybę.
Ściany olśniewały fioletem, a na ścianach były przeróżne zdjęcia Andromedy lub wycinki z Proroka Codziennego lub Żonglera.
Młoda dziewczyna leżała na łóżku. Powoli otwierała oczy, by zacząć nowy dzień.
Choć od niepełnej śmierci minął prawie tydzień, Nimfadora nadal źle się czuła.
Tonks usłyszała ciche pukanie do drzwi na dolnym piętrze.
Wiedziała że Syriusz śpi więc poszła otworzyć.
-Chwileczkę.-zawołała.
Uchyliła drzwi, zobaczyła Moody'ego, Remusa i Molly.
-Witaj mała-powiedział Alastor.
-Cześć wszystkim.-powiedziała niezbyt głośno i nie wyraźnie-zapraszam, wejdźcie do kuchni.
Nimfadora, przechodząc koło stojaku potknęła się. Rozległ się donośny krzyk obrazu matki Syriusza.
Drzwi od sypialni Syriusza otwarły się, a w nich stanął on.
-Cześć panno Tonks, usłyszałem że wstałaś.
-Przepraszam-powiedziała zarumieniona Dora-czemu mówisz do mnie panno?
Ale nie usłyszał ostatnich słów gdyż razem z Lupinem zakryli obraz.
Weszła do kuchni.
Molly właśnie parzyła kawę.
Wszyscy byli przekonani że Syriusz już nie gniewa się na Tonks. I tu się mylili.
Dora leżała prawie cały tydzień więc Syriusz nie rozmawiał z nią.
Popijając kawę Molly zwróciła się do Nimfadory, która popijała swoje ziółka.
-Jak się czujesz kochanieńka?
-Już lepiej.
-Przyniosłam ci słodycze z Miodowego Królestwa.
-Dziękuje-schyliła głowę.
-Gdyby mnie posłuchała, czuła by się świetnie...-wtrącił Syriusz
-Syriuszu nalegam nie teraz.-wyratował Tonks z opresji.
Ona była mu wdzięczna, bo nie miała ochoty się tłumaczyć.
Nazajutrz skrzat Stworek zrobił się dla niej milszy. Z chęcią opowiadał jej o swoich marzeniach.
Wszyscy byli dla Tonks uprzejmi. Jedyny Syriusz ciągle ukazywał swe fochy.
-Tylko się nie przewróć-zaczął-a po co ja ci to mówię i tak mnie nie posłuchasz.
-Syriusz! Możesz przestać?! Przepraszam. Wystarczy?-spytała z nutką Nadziei w głosie.
-Nie, nigdy ci nie wybaczę.Przecież mogłaś zginąć!
Wszystkie obrazy się w tę awanturę.
-Ale żyję.
-Ale mogłaś nie żyć.
-Mogłeś się zgodzić.-krzyczała
-Nie rozumiesz że jakby ci się coś stało to...
-To co? NIC SIĘ NIE STAŁO!-chciała mówić dalej, lecz nagle...
-TONKS!-rozległ się głośny głos Remusa.-Łapa się o Ciebie martwi.
-A czy nie potraficie zrozumieć że jestem dorosła, a do tego jestem aurorem?
-Aurorzy są odpowiedzialni i dojrzali.-ocenił Black-A ty nie!
Nikt nie chciał już dokończyć kłótni.
Syriusz czuł że powiedział za dużo.Odszedł a Remus naskoczył na Tonks.
-Możesz spoważnieć?
-Tobie też to przeszkadza?!-powiedziała i wybiegła, nie czekając na odpowiedź.
     W tym samym czasie, Syriusz był na ciemnym, starym strychu.
Było tu wiele siana i kurzu.
W kącie stał hipogryf Kłębolt.
-Kłęboltku... czemu ona jest taka lekkomyślna?-spytał Łapa głaszcząc po grzbiecie hipogryfa.
Rozległ się donośny huk. Na dole zaczął krzyczeć obraz pani Black. Za nimi stała Tonks.
-Przepraszam, ale chciałam to znaczy myślałam że w ten sposób będziesz ze mnie dumny. I że razem z Remusem będziecie się cieszyć że jestem taka dzielna i w ogóle.-Powiedziała a w oczach miała łzy.
-Choć tu-poprosił.
Gdy podeszła przytulił ją.
-Ale więcej tego nie rób.
-Nie zamierzam.
Zaśmiali się. Otwarły się drzwi a w nich Lupin.
-Przepraszam a może ktoś mi pomoże uciszyć ten obraz?
Nie usłyszał odpowiedzi a Nimfadora podeszła i powiedziała:
-Przepraszam-przytuliła go.
-A teraz chodźmy uspokoić mamusię.-powiedział Syriusz i we trójkę zeszli na parter.
__________________________________________________________________________________________________________________________________
Już macie kolejny rozdział.
Z dedykacją dla wszystkich ludzi, którzy czytają mojego bloga.
Ujawniajcie się w komentarzach;)
Kolejny niewiem kiedy. Napiszę jak będę wiedzieć.
Pytajcie o wszystko na gg:44737161
Pozdro!

1.03.2013

Rozdział 5

Rozdział 5/W niebezpiecznej chwili

W tyle słychać było szepty i szmery.W każdym niemal oknie stał jakiś człowiek. Członkowie zakonu byli zmartwieni.
-Gdzież ona jest!?-krzyczeli na przemian, a każdy opowiadał swoją wersje.
W końcu większość rozeszła się a na środku wąskiej alejki stali Kingsley, Hestia i Remus.
-Rozdzielmy się i znajdźmy ją-zaproponowała Hestia-Ja i Kingsley przeszukamy całe Hogsmede, a ty Remusie idź do zakazanego lasu.
-Ok, dobra.To idę-oznajmił Lunatyk i już go nie było.
Gdy wylądował, zobaczył jednorożce.Były poranione i uwięzione. Wiedział że nie może ich dotknąć, bo to by oznaczało że chce być nieśmiertelny, ale żyć w strasznych mękach. Piękny róż pobłyskiwał na ich ciele.Co jakiś czas patrzyły na piękny zamek Hogwartu.
Ruszył przed siebie. Teraz otoczenie było całkiem inne. Jaśniejsze, z wieloma okazami roślin.
Wielka wierzba płacząca, jakby mu się kłaniając chyliła się ku drodze.Usłyszał nikłe głosy.
Miał pewność że to śmierciożercy. Popatrzył w niebo. Było ciemne z milionem gwiazd. Szedł w stronę głosów.Coś kazało mu iść w głąb. I wtedy to zobaczył.
Lucjusz Malfoy torturował Nimfadorę zaklęciem Cruciatus. Coś w nim pękło. Wybiegł na środek polany.
-O,ho ho!-mruczał Lucjusz-Kogo my tu mamy...?Małego bojaźliwego wilczka?
-Zostaw ją!-Nakazał Remus.
-To nie koncert życzeń-mówił-Remusie!
-Powiedziałem puść ją!-krzyczał- Za chwilę będą tu aurorzy a wtedy ty będziesz...
-Nie wiem, kim będę ale ta nie całkiem szlama-wskazał na Tonks- będzie nieżywa.
-NIE-krzyknął i pojawił się Kingsley a za nim Hestia.
-Expeliarmus-powiedział Shackelbolt ale nie wycelował-CHOLERA!
Dean wypowiedział dziwne zaklęcie i różdżka Kingsleya rozsypała się w proch.
Lucjusz zamachnął różdżką.
-Crucio!
Tonks zawyła, Remus poderwał się i upadł przy niej.
-Imperio-wypowiedziawszy te słowa, Dean zaśmiał się szyderczo.
-Reducio-próbował naprawić swą różdżkę Kingsley.
W tyle zauważyli nikłe światło. Była to różdżka Bellatrix.
-Oho... moja siostrzenica,zabawimy się-rzekła-Crucio!
Zaśmiała się, a głos miała tak jakby długo milczała.
-Ach czemu ona nie posłuchała Syriusza-myślał Remus, torturowany przez Deana.
-Ciekawe czy zobaczycie trestale, gdy ona umrze.-zastanawiała się głośno Bella-Moja kochana panna Tonks,zdrajczyni krwi.Śmierć takiej nędznicy wszystkim zrobi dobrze.
Tonks miotała się na ziemi.Próbowała użyć zaklęć niewerbalnych.
Na marne.
Avada Kedavra-powiedziała uradowana pani Lestrange-i po strawie.
NIEEEE-krzyczał Remus, a po jego policzkach płynęły pojedyncze łzy.Po chwili jednak opanował się.
Śmierciożercy zniknęli, a osoby z zakonu zebrały się nad ciałem Dory.
-Tylko nie to-płakała panna Jones-Błagam Nimfadoro.
Właśnie teraz wszystko straciło sens.Nad ich głowami, pojawił się mroczny znak, znak śmierci.
-Och, gdyby tylko posłuchała Blacka.-rozpaczał Kingsley.
Razem z bezwładnym ciałem Tonks,deportowali się do domu Blacków.
-Na brodę Merlina!Co z nią?!-krzyczał Syriusz,klęcząc nad ciałem zmarłej.
-Syriuszu...ona... nie żyje.-Z trudem powiedział Kingsley.
Dom, tętniący życiem, nagle zrobił się ponury.Ludzie na obrazach mieli smutne oczy.Wszyscy prócz matki Syriusza.Ona jedna śmiała się.
Kingsley położył ofiarę na łóżku w sypialni Andromedy. Wszyscy rozeszli się a nad ciałem, zostali tylko Remus i Syriusz. niespodziewanie do pokoju wszedł Stworek.
Pochylił się nad ciałem i przytulił Nimfadorę.
-Moja pani...-po jego policzku płynęła łza- Odżyj błagam.
Po policzkach Nimfadory popłynęły łzy, a ciało drgnęło. Wszyscy byli zdziwieni.
Przyjechali rodzice Tonks.
-Och... córeczko!-płakała Andromeda.
Tonks obudziła się, i powiedziała że przed tym wszystkim wypiła eliksir który kiedyś podarował jej Horacy Slughorn. Wszyscy się cieszyli, dziękując Stworkowi że odgadł tajemnicę. Ponieważ aby eliksir zaczął działać potrzebne były łzy skrzata.
____________________________________________________________
____________________________________________________________
Proszę. Mam nadzieje że się spodobało.
Wszystkie pytania piszcie na gg: 44737161
Następny rozdział postaram się dodać szybko.
PS2.Dziękuje za komentarze.:*