Dzień był dziś wyjątkowo wietrzny, a niebo, jak przystało na londyńską pogodę, było zachmurzone.
Wszyscy się śpieszyli: do pracy, do szkoły, na spotkanie... nikt nie podejrzewał, że gdzieś pod ziemią znajduje się wielkie ministerstwo. Ministerstwo Magii. Tak, tej sztuki sił nadprzyrodzonych, którą można było opanować za pomocą zaklęć,eliksirów a nawet samych gestów. Oczywiście nie każdy posiadał tę moc, jak i nie każdy umiał ją opanować. Społeczność czarodziei była tak ogromna, że wymagała czegoś, co pomoże w jej organizacji, czy też ochronie.
Dlatego właśnie istniało ministerstwo podzielone na departamenty.
Aurorzy zajmowali się ściganiem czarnoksiężników, szukaniem zaginionych. Można powiedzieć, że byli policją w ich świecie. Ale pracownicy wiedzieli, że ich praca to przede wszystkim wypełnianie raportów. Tego dnia najwięcej pracy pisemnej trafiło się młodej aurorce Nimfadorze Tonks. Nie dość, że jako jedna z najmłodszych nie była brana do najważniejszych misji, to była też niezorganizowana więc nikogo nie dziwiło, że jej raporty składają się głównie z zaległości.
— Nimfadora, na Merlina!— zaczął krzyczeć szef jej grupy, Alastor Moody, starszy człowiek, którego oko ucierpiało w jednej z walk.— Gdzie raport o Bellatrix Lestrange?!
— Panie Moody, chwilka! Gdzieś go tu widziałam— odpowiedziała Tonks, zrzucając z biurka milion dokumentów
Jej włosy przybrały kolor wściekłej czerwieni, a policzki pokryły się rumieńcem. Była to jej wrodzona zdolność, która zdarzała się bardzo rzadko - metamorfomagia.
Alastor za pomocą szklanego oka ujrzał papier zaraz pod biurkiem. Pochwycił go w dłoń, patrząc na nią z politowaniem.
— Wydajesz się być inteligentną osobą, ale przez twoją organizację, a raczej jej brak, ciężko będzie ci coś osiągnąć— skomentował.
— Jestem pewna, że to nie pana zmartwienie.
— W dodatku masz niewyparzony język. Jedna z osób w tym biurze doniosła mi o twoich wątpliwościach dotyczących Sama- Wiesz- Kogo. Powiedz, zależy ci na tej pracy?
Nie było tajemnicą, że Ministerstwo Magii nie wierzy w powrót Voldemorta. Byłoby to plamą na honorze ministra.
— Przepraszam, to więcej się nie powtórzy— zapewniła, w głowie szukając, kto mógłby okazać się kapusiem.
— Spotkajmy się w Świńskim, dziś o wpół do czwartej. Mam nadzieję, że nie będę musiał czekać. I radzę ci się tam zjawić, jeżeli zależy ci na byciu aurorem.
Kobieta kiwnęła głową, ale starszy mężczyzna zdążył już wyjść, głośno zamykając drzwi. Odetchnęła z ulgą, zaraz potem przypomniała sobie o co prosił ją auror. Nie miała pojęcia czego może on od niej chcieć.
Wzięła głęboki oddech i dalej myśląc o tej dziwnej sytuacji powróciła do wypełniania papierów.
***
Wyszła z pracy dosyć późno, więc ledwo zdążyła wejść do domu i przebrać się w wygodne ubrania. Mówiąc, że wstawiła się w gospodzie lekko spóźniona byłoby sporym niedopowiedzeniem.
Obskurny bar straszył już z zewnątrz,jednak gdy weszła do środka była zszokowana. Brązowe ściany, kiedyś pokryte tapetą teraz były odrapane. Dębowe stoliki z milionem plam nie zachęcały do położenia na nich choćby szklanki, nie mówiąc nawet o jakimkolwiek jedzeniu. Było dość ciemno, bo tylko gdzieniegdzie świeciły małe pochodnie. Mimo tego przerażającego wystroju znalazło się parę osób siedzących przy barze. Przy ostatnim stoliku w sali siedział Moody.
Gdy tylko ją zobaczył zerwał się z krzesła i podszedł do niej kulejąc.
— Kto wygrał decydujący mecz z Revenclawem w 5 klasie?— warknął.
— Oczywiście, że Huffelpuff-odpowiedziała przerażona jego nerwową reakcją.
— Ugh... Znowu spóźniona! Nawet mogłem nie sprawdzać czy to ty. Żaden szanujący się szpieg nie przyszedłby na spotkanie z godzinnym opóźnieniem.
— Wybacz, szefie, nie moja wina, że połowa mojej pracy to głupie raporty, których i tak nikt nie czyta!
— Nieistotne. Muszę zadać ci jedno pytanie.
— Chciałeś powiedzieć drugie—wyrzuciła.
Alastor skrzywił się, w myślach przeklinając cały ten pomysł.
— Wierzysz w powrót Czarnego Pana?
— Pyta pan jako osoba z ministerstwa?— zapytała, jednak widząc jego wzrok zwątpiła.— Tak, choć ze względu na ministerstwo nie powinnam.
— Znasz Weasleyów, co nie? Zdaje się, że twój kolega Bill jutro po ciebie wpadnie.
— W jakim celu? Nie widzieliśmy się od szkoły, więc...
— Potrzebujemy cię w Zakonie Feniksa- przerwał jej szeptem.
—Zakonu czego?! Inne nazwy były zajęte, czy coś?
—Na Merlina, Tonks! Ciszej. Zakonu Feniksa, tajne zgromadzenie. Przecież ta nazwa istniała zanim się nawet urodziłaś. Widzę, że uczennicą byłaś raczej mierną. Więcej dowiesz się niebawem. Oczywiście nie muszę mówić, że ta rozmowa zostaje między nami?
***
Tonks po powrocie do domu przeglądała stare albumy pijąc kubek ciepłej herbaty z imbirem.. Nazwa organizacji coś jej przypominała, jednak nie mogła skojarzyć co.
-Wydaje mi się ze Syriusz Black do tego należał-odpowiedziała jej matka, zjawiając się znikąd,
-Słucham?
-Myślałaś na głos, Nimfadoro-wytłumaczyła Andromeda.-Jeśli naprawdę chcesz to zrobić, to pamiętaj, że to nie jest zabawa. Voldemort jest potężny, nawet jeżeli będzie osłabiony może z łatwością zabić. W tamtych czasach... nie musiał się zjawiać by ginęły niewinne osoby. Razem z ojcem zawsze będziemy cię wspierać, ale przemyśl to dobrze.
Dora przytuliła matkę, w duchu karcąc się. Miała przecież nikomu nie wspominać, niezależnie od relacji.
Zasnęła przy kominku słuchając kolejnych opowieści matki.
***
Siedziała przy biurku pijąc kolejną kawę. Myślami starała się przesuwać wskazówki, by pokazały godzinę o której miał zjawić się po nią Bill. Alastor raz po raz przechodził się po biurze sprawdzając pracowników. Nie omieszkał zwrócić kilkukrotnie uwagi Tonks, na biurku której zamiast ubywać, pracy przybywało. W końcu nie mogąc już wytrzymać kazał jej już iść na spotkanie. I tak była teraz nieprzydatna.
W miejscu w którym kazał jej czekać Moody nie było niczego. Zewsząd otaczał ją park, w którym nie mogła znaleźć nawet ławki. Dlatego też widząc rudzielca była szczęśliwa jak nigdy. Nie należała do cierpliwych osób, a czas dłużył się jej dziś jak nigdy.
— Cześć Dora, dawno się nie widzieliśmy— zaczął.— Jak tam praca?
— Mogłoby być lepiej, jednak wydaje mi się, że nasze spotkanie nie ma na celu miłej pogawędki?
Bill popatrzył na nią zmieszany. Ze szkoły pamiętał ją jako miłą puchonkę.
— Jasne, weź to i zapamiętaj.
Pochwyciła od niego karteczkę i przeczytała:
KWATERA GŁÓWNA ZAKONU FENIKSA
Londyn, Grimmauld Place 12
— Już— oddała mu kartkę, a ten ją spalił.
Mężczyzna niespodziewanie chwycił jej rękę i deportowali się wprost przed wielki blok. Nie było tam nic specjalnego. Wielki ciąg mieszkań zaraz przy głównej ulicy.
— Teraz powtórz to w myślach— wydał polecenie.
Spełniła rozkaz, a przed nimi, pomiędzy blokami z numerami 11 i 13 znikąd pojawił się budynek. Dwunastka.
Wskazał jej ręką, by weszła do środka. Zaraz po wejściu przywitał ich ojciec rudowłosych dzieci, Artur Weasley, którego znała z korytarzy ministerstwa.
— O! Panna Nimfadora. Dzień dobry!— powitał radośnie mężczyzna, ściskając jej rękę.
— Dzień dobry— odpowiedziała z uśmiechem, krzywiąc się nieznacznie na jej imię.
— Wejdźcie. Nimfadoro prosto i w lewo. Tylko błagam, cicho, mamy pewien problem.
Przed sobą miała sporych rozmiarów salon, w którym zobaczyła kilkanaście osób w różnym wieku. Byli obecni nauczyciele Hogwartu, osoby które kojarzyła z pracy, ale też pojawiło się kilkoro mężczyzn, których widziała pierwszy raz.
Ledwie siadła, gdy rozbrzmiał głos:
— Witam was wszystkich! Nazywam się Remus Lupin, większość z was mnie zna, ale mamy tu też nowe nabytki-uśmiechnął się rozglądając się po tłumie.— Należę tutaj od samego początku, a nawet od pierwszego zgromadzenia.
Uważnie nakreślił im cele i zasady rządzące Zakonem, a także przbliżył im jego historię.
— Na początek przedstawcie się. Zacznijmy może od ciebie— wskazał na drobną blondynkę siedzącą w kącie sali.
— Jestem Emelita Vaen, pracuję w szpitalu jako uzdrowiciel.
— Hestia Jones, auror.
— I teraz może ty.—wskazał na Dorę.
— Tonks, auror— odpowiedziała krótko.
— Bez imienia?— spytał nieco rozbawiony
— Ma na imię Nimfadora, ale jeśli chcesz żyć, nie radzę wymawiać jej imienia— odezwał się Kingsley, serdeczny przyjaciel Alastora i prawa ręka ministra.
— Gdyby tak było, już dawno straciłbyś głowę.
Kilka osób roześmiało się, lustrując ją wzrokiem.
—Podejdź Tonks— poprosił Remus.— Będziesz pierwsza.
—Nimfadoro, podaj Remusowi swoją różdżkę. Musisz złożyć przysięgę— objaśnił pan Weasley— Czy przysięgasz służyć Zakonowi Feniksa i być wierną jego zasadom?
— Tak, przysięgam.
— Dobrze, a teraz wpisz się na listę.
— Teraz otrzymasz małe błyskotki— Alastor sięgnął po kule.—Medalion.Wystarczy wypowiedzieć imię i nazwisko osoby z którą chcesz porozmawiać a zobaczysz ją na tafli lustra, jeśli ona oczywiście też je ma. Noś je zawsze przy sobie, ale nie nadużywaj go. Może uratować ci życie, a co jakiś czas pojawi się także na nim data następnego spotkania. Jeśli nie będziesz mogła przybyć, stuknij w niego trzy razy różdżką.
— To już wszystko?
— Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Remusie, zaprowadzisz ją?
— Oczywiście.
***
Weszli po starych schodach na piąte piętro. Dom był obskurny i pomijając kuchnię oraz kilka pokoi był też okropnie brudny. Gdy dotarli na miejsce, Lupin otworzył drzwi.
— Dawno cię nie widziałem.— powiedział głos, który tak dobrze znała.
— Syriuszu!-—zawołała i nim zdążyła pomyśleć, przytuliła go.— Tak długo cię nie widziałam! Coś ty najlepszego zrobił, dlaczego się tu chowasz?
— Dałem radę dementorom, a udusi mnie moja mała Dorka.
— Oj, przepraszam, nie chciałam.
— Jesteś taka dzielna. Jestem z ciebie dumny. Czy Andy nie miała nic przeciwko? Raczej nigdy nas nie popierała. Zawsze twierdziła, że to zbyt lekkomyślne, oddawać się śmierci.
— Mama mnie wspiera. Gdyby tylko wiedziała, że żyjesz i jesteś tak blisko...
— Raczej nie chciałaby mieć kontaktu z kryminalistą i jego przyjacielem wilkołakiem. Tym bardziej zaskakuje mnie twoja obecność.
— Wilkołakiem? O czym ty mówisz?
—Syriusz!— warknął Remus.
Black spojrzał na niego nie wzruszony.
— Ona jest w Zakonie, ma prawo wiedzieć.
Lupina zdziwiło zachowanie dziewczyny. Zazwyczaj ludzie reagowali na tę wiadomość dość gwałtownie, ona jednak stała prawie niewzruszona. Nawet nie odsunęła się od niego.
Nie do końca była to prawda. Tonks martwiła się, ale nie tym że może ją ugryźć. Nie, ona martwiła się o niego. Wiedziała jak ludzie reagują na likantropię i nie sądziła, żeby z Lupinem było inaczej. Odtrącenie przez ludzi musiało boleć. Było jej wstyd za społeczeństwo, które zamiast wspierać chorych wolało ich osądzać i odrzucać. Podziwiała tego mężczyznę za odwagę, z którą codziennie stawiał ludziom czoła.
_______________________________________________________________________________
Witajcie! Pierwszy rozdział za nami!
EDIT: Jak może zauważyliście, nazwa opowiadania i link zmieniły się, a rozdział został poprawiony. Mam nadzieję, że mój warsztat poprawił się przez te kilka lat. Korekcji ulegną też pozostałe rozdziały, jednak nie mam pojęcia, kiedy to nastąpi. Raczej nie spodziewajcie się nowego rozdziału. Przynajmniej narazie. :) W przyszłym czasie zmieni się też wygląd bloga. Gdyby ktokolwiek zastanawiał się co to za blog, to jest to stary "Topin". Jeżeli są jakieś błędy proszę o informację w komentarzu, poprawię, obiecuję.
Byłam szczerze zdziwiona, kiedy zerknęłam w statystyki. Dlatego serdecznie pozdrawiam nowych gości, jak i tych, którzy mnie już znają. :)
Miłego dnia!
Maga
hej :) pierwszy raz czytam bloga o tonks i lubinie ;p szczerze powiem, ze jak zobaczyłam "topin" to kompletnie nie wiedzialam czego sie spodziewac, wiec jestem pozytywnie zaskoczona :) nigdy tak naprawdę nie zastanawiałam się w jakich okolicznościach mogli się poznać i Twoja wersja jak najbardziej mi odpowiada :) obiecuję być stałą czytelniczką, tylko informuj mnie o nowosciach na moim blogu, bardzo proszę :) i uważaj na błędy ortograficzne, bo trochę ich znalazłam :) życzę weny i pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńPS. wylącz weryfikacje komentarzy bo jest straszna! ;p
Hej ;D Na twojego bloga trafiłam przypadkiem, ale od razu przypadł mi do gustu.
OdpowiedzUsuńNigdy nie czytałam o takim parringu i szczerze chętnie będzie poczytać o czymś nowym ;D
Mam nadzieję, że szybko dodasz następną notkę ;3
Chciałam cię jeszcze zaprosić do siebie na secrets-twins-potter.blogspot.com ;3
Pozdrawiam i weny życzę
Hermionija <3
No hejj :)) Vlog jest świetny tylko daję od siebie drobne rady:
OdpowiedzUsuńPisz więcej opisów a nie same dialogi ;)) Opisy też są ważne. I zwracaj uwagę na błędy ortograficzne :))
noo fajne, nie pisz tylko slowa typu heh i ok albo nom bo to troche nia pasuje jak dla mnie ale takto jest spoko ;)
OdpowiedzUsuńPostaram się.
UsuńSuper:D
OdpowiedzUsuńHej :) zobaczyłam link na Twoim asku i postanowiłam zajrzeć :)
OdpowiedzUsuńBardzo lubię pairring Tonks i Remusa :) uważaj na błędy ortograficzne i powtórzeniowe, bo to niestety odstrasza czytelników. Podpisuję się pod powyższymi komentarzami i życzę weny!